niedziela, 23 lutego 2014
WAŻNE!
LINK do mojego nowego bloga, jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam :) Na razie są tylko bohaterowie, ale niedługo pojawi się prolog i pierwszy rozdział!
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Rozdział IX
SELENA
Jeszcze przez chwilę sprzeczałam się z Justinem, co przerwał mi dźwięk sms’a którego dostał.
- Sms – mruknęłam spoglądając na niego
- Weź i przeczytaj, a potem powiedz od kogo i o co chodzi – powiedział kierując się w stronę łazienki, a po chwili zniknął za drzwiami
Tak jak powiedział, wzięłam jego telefon, przejechałam palcem po ekranie i weszłam w wiadomości. Od razu otworzyła się ta najnowsza. Zaczęłam czytać i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Od razu doznałam szoku. Miliony myśli przelatywało mi przez głowę. Nie mogłam się powstrzymać i kiedy tylko Justin wrócił wybuchłam.
- Justin co to ma znaczyć?! – wrzasnęłam patrząc na niego
- Ale co? – zapytał zdziwiony
- Może nie wiesz.. – powiedziałam sarkastycznie
- No nie wiem, powiesz mi czy tylko będziesz krzyczeć?
- No na przykład to: Kochanie czekam na ciebie mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy – zacytowałam
- Co?
- no jak widać, nie wierzysz to masz zobacz! – rzuciłam w niego telefonem
- Sel, proszę uspokój się… - powiedział błagalnym tonem
- Jak mam być spokojna, kiedy dostajesz takie sms?! No jak?!
- Proszę… nie krzycz tylko pomyśl racjonalnie…
- Czyli że tak nie myślę?!
- Nie, kiedy jesteś zła to nie.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie umiałam ich powstrzymać, dlatego postanowiłam po prostu puścić je wolno.
- Proszę nie płacz… - usłyszałam jego czuły głos
W myślach przeklęłam. Zawsze, kiedy tak mówiłam uspokajał się, dosłownie. Wiedział jak mnie uspokoić. To czasem było przydatne ale czasem, aż żałowałam, że tak dobrze mnie zna. Nie odezwałam się słowem. Usiadłam na kanapie i oparłam ręce na kolanach, a zaraz na nich głowę. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Może to była pomyłka? A może celowo wysłany sms z prawdą, albo próba skłócenia mnie z nim? Nie wiem, po prostu nie wiem.
- Sel, proszę… spójrz na mnie
Ponownie nie odpowiedziałam, ale wykonałam to, o co prosił. Podniosłam głowę i utkwiłam wzrok w nim.
- Wierzysz w tego sms’a? Myślisz, że to prawda? – zapytał z ogromnym smutkiem w głosie
- Nie wiem… sama nie wiem co o tym myśleć. Jaki mam dowód, że nie kłamiesz i naprawdę nie wiesz od kogo ten sms?
- Jaki miałbym cel w okłamywaniu cię? Pomyśl chwilę… Słuchaj, nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. A mówiąc „czegoś takiego” mam na myśli zranienie cię. Nie umawiałbym się z tobą i do tego jeszcze z jakąś dziewczyną. Tak, to staromodne, ale tak jest. Wiem, co mówię. Jestem tego świadomy. Jeśli mi ufasz uwierzysz, bądź nie. To twoja decyzja a ja nie będę na ciebie naciskać żebyś powiedziała mi jakie jest twoje podejście do tego.
- Justin…
- Czekaj, daj mi dokończyć.
- No dobra
- Wiem, że dotknęło cię to, i nie mów mi że nie, bo wiem jak jest. Wiem też że trudno jest ci uwierzyć w to co mówię, ale chcę żebyś była ze mną szczera dlatego ja też jestem z tobą szczery. Nie chcę żyć w kłamstwie, jeśli chodzi o nas. Po prostu nie chcę. Gdybym miał inną, powiedziałbym ci i prawdopodobnie nie utrzymywałbym już z tobą kontaktów, ale wiesz dlaczego tak nie jest? Bo nie mam nikogo innego, a ten sms to zwykła próba skłócenia nas, albo zwyczajna pomyłka. Myślisz, że ja nigdy nie wysłałem do kogoś jakiegoś sms’a przez pomyłkę? Powiem ci, że tak było, dlatego również uważam, że i to była pomyłka. Ale twoja decyzja, jako co to uznasz.
- Justin… - zaczęłam, ale łzy przeszkodziły mi powiedzenie czegokolwiek, długo zbierałam się w sobie żeby coś wydukać aż w końcu udało mi się – wierzę ci
- Dziękuję – poczułam jak delikatnie mnie przytula
Fakt był taki, że uwierzyłam. Owszem, nie miałam stu procentowej pewności, ale ufałam mu i chciałam, żeby to co powiedział było prawdą. Miał rację, ja też kilkakrotnie wysłałam sms do nie tej osoby do której powinnam. Sam wiedziałam, że to ma sens. Dlatego właśnie tak łatwo uwierzyłam. Poza tym, mam do niego ogromne zaufanie, a właściwie na tym opiera się związek.
- Przepraszam, że tak na ciebie nawrzeszczałam, nie chciałam tylko po prostu zdenerwowałam się – powiedziałam bardzo cicho i z ogromnym smutkiem w głosie
- Nie masz za co przepraszać, to normalne, każdy by się zdenerwował
W tym momencie przerwał nam dzwoniący telefon. Justin wstał i odebrał go. Nie słyszałam kto dzwonił, ale wsłuchałam się w odpowiedzi Justina, to było co najmniej bardzo dziwne. Po raz kolejny dzisiaj nie wiedziałam co powiedzieć.
JUSTIN
Już miało być tak idealnie, ale ten durny telefon musiał to zniszczyć. Sięgnąłem po niego i odebrałem.
- Hej Justin – usłyszałem głos Caitlin w słuchawce
- No siema, co jest? – zapytałem dość oschło
- Słuchaj, kilka spraw wymknęło się spod kontroli, jesteś potrzebny natychmiast – położyła ogromny nacisk na ostatni wyraz
- Co? Ale jak to? Nie mogę teraz…
- Musisz, od tego zleży… wszystko.
- Dobra okej, zaraz będę, ale gdzie mam iść?
- Tu gdzie zawsze, pośpiesz się
Co ma znaczyć, że kilka spraw wymknęło się spod kontroli? Po co jestem potrzebny, co poszło nie tak? Tyle myśli przeleciało mi przez głowę, że trudno było zachować zdrowy rozsądek. Wiedziałem jedno, musiałem zabrać Sel ze sobą. Jeśli mówią, że sprawy wymknęły się spod kontroli, nie wróży to nic dobrego.
- kochanie… - zacząłem dość niepewnie bojąc się jej reakcji
- Tak? – zapytała z uśmiechem na twarzy, którego przed chwilą jeszcze nie było
- Muszę gdzieś jechać i… ty musisz jechać ze mną – powiedziałem oczekując na jakiś krzyk, albo coś w tym rodzaju
- No dobrze, ale po co?
- Nie zadawaj teraz pytań, tylko zakładaj bluzę buty i idziemy do samochodu
Na szczęście, Selena nie zadała mi więcej pytań i zrobiła tak jak poprosiłem. Ostrożnie zamknąłem dom i już po chwili siedzieliśmy w samochodzie jadąc do celu. W czasie drogi prawie wcale się nie odzywaliśmy. Nie byłem w nastroju do rozmów i Sel dobrze o tym wiedziała, dlatego nie pytała. To dobrze, bo nie chciałem powiedzieć w nerwach czegoś nieodpowiedniego.
- Bardzo jesteś na mnie zła? – przerwałem tą ciszę
- Nie, nie jestem na ciebie zła – stanowczo zaprzeczyła
- Wiem, że jesteś, ale obiecuję, że jak tylko to załatwię to wrócimy, okej? – uśmiechnąłem się
- Okej – odwzajemniła mój uśmiech, swoim, większym od mojego
Było około 15, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Od razu wyskoczyłem z samochodu i poszedłem w odpowiednim kierunku. Sel zrobiła to samo idąc za mną krok w krok. Właściwie to nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Ale po poprzednim tonie Caitlin wywnioskowałem, że to nie będzie nic fajnego. Doszliśmy na miejsce, gdzie byli już wszyscy wtajemniczeni w ten bałagan.
- Co jest? – zapytałem witając się przyjacielskim uściskiem z John’em
- Justin… - zaczął siedzący koło Caitlin brunet
- No słucham…
- Chodzi o to, że sprawy nie mają się za dobrze. – wtrąciła się Caitlin i walnęła prosto z mostu
- Okej, to już zdążyłem wywnioskować po twoim telefonie, ale co dokładnie? – nalegałem żeby mi szybko powiedziała
- Słuchaj, najpierw się uspokój. A teraz posłuchaj mnie uważnie okej? Skup całą swoją uwagę na moich słowach. Możesz?
- Tak jasne. Wal.
- Pamiętasz jak no wiesz załatwiłeś tego kolesia rok temu?
- No pamiętam.. i?
- I teraz mamy poważny problem. Znajomi tamtego gościa dowiedzieli się kto to zrobił, dowiedzieli się gdzie mieszkasz kim jesteś, dosłownie wszystkiego, a teraz chcą zrobić z tobą to samo. – powiedziała dość szybko a ja zacząłem przetwarzać to co powiedziała
- Jakim kurwa cudem się dowiedzieli?! Jakim?!
- Justin zluzuj, usiądź, ogarnij się i pogadamy jak będziesz spokojny. – głos John’a dobiegł moje uszy
- Nie! – wrzasnąłem – Nie będzie spokoju! I co?! I oni myślą, że im się uda?! Ha! Idioci.. nigdy, nigdy mi nic nie zrobią. Oni są głupi, a ja nie dam się im podejść. Dokładnie wiem jaki będzie ich następny krok. W takim razie i nimi musimy się zająć
- To może się źle skończyć – Caitlin od razu zaprotestowała
- Słuchaj, nie będą mi żadne kołki fikać. Nie ma takiej opcji. Zbliżą się i pożałują. Proste, wystarczająco proste żeby zrozumieli. Na początek dostaną ostrzeżenie, ale jeśli to nie pomoże, to cóż.. ich problem.
- Justin.. to co mówisz ma sens, przyznam ci rację. Caitlin, nie możemy się poddać poza tym to Justin jest tutaj tym głównym, nie mogą zobaczyć, że się boimy – wtrącił Luke
- Róbcie co chcecie, ale żeby potem nie było że nie ostrzegałam – Caitlin ponownie zajęła swoje miejsce
Wiedziałem, że poddała się tylko dlatego, że ja i Luke mieliśmy rację. Zawsze miałem najlepsze pomysły i zawsze wypalały. Wtedy natrafiłem na przestraszony wzrok Sel. Od razu coś ścisnęło mi żołądek.
- To wszystko? – zapytałem oschle, powoli wstając
- Tak, jutro obgadamy resztę – od razu odezwał się John
- Dobra to spadam, na razie
Wstałem całkowicie i zabrałem Sel ze sobą prosto do samochodu. Wsiedliśmy i już po chwili ruszyłem. Cały czas widziałem jak zżera ją coś od środka i cały czas widziałem tą przestraszoną minę.
- Sel, skarbie… - przerwałem niezręczną ciszę
Nie odpowiedziała mi ani słowem. Spojrzałem na nią, nie odrywając wzroku od drogi.
- Proszę, spójrz na mnie.. – poprosiłem czułym głosem
- Słucham? – podniosła na mnie wzrok a ja zobaczyłem strach w jej oczach
- Powiedz mi co jest…
- Nic… a co ma być?
- Sel, proszę widzę. Dlatego powiedz mi co się dzieje
- Boje się… - wymamrotała i natychmiast spuściła ze mnie wzrok
- Czego?
- Że przez to co planujecie coś ci się stanie i stracę cię na zawsze…
- Nie stracisz, nigdzie się nie wybieram
- Nie mów tak, nie możesz kontrolować życia Juss..
- Wiem, co robię i wiem, że gdyby to było bardzo ale to bardzie niebezpieczne nie pisałbym się na to.
- Nie kłam, znam cię i wiem, że choćbyś miał zginąć, to chciałbyś ich załatwić – spojrzała przez szybę
- Słuchaj, nie martw się. Wiem co robię. Jutro przemyślę z resztą to wszystko i jeśli uznamy że to zbyt niebezpieczne, to obiecuję ci, że nigdzie nie pójdę, pomimo tego że chcę, ale nie chcę żebyś się martwiła, okej? – zapytałem głaszcząc ją po policzku jednocześnie zatrzymując się na czerwonym świetle
- Dobrze – uśmiechnęła się patrząc na mnie – a teraz jedź, zielone
Ruszyłem w stronę domu gdzie już po chwili się znaleźliśmy. Ogólnie resztę dnia spędziliśmy w bardzo przyjemnej atmosferze. Oglądaliśmy jakieś filmy, wygłupialiśmy się i co było najdziwniejsze, gotowaliśmy, ale skończyło się na zamówieniu pizzy.
**
Dzisiaj po raz kolejny miałem spotkać się z resztą gangu. Było trochę niezręcznie, bo pomimo tego, że nie pokazywałem strachu to bałem się, ale nie ich, ani nie o siebie, tylko o moją dziewczynę. Nasi wrogowie są bystrzy – no bo kto w tym „biznesie” nie jest bystry.. – i zrobią wszystko żeby zniszczyć mnie i całą resztę, jeśli nie skrzywdzą mnie fizycznie mogą zrobić to psychicznie a wtedy sam sobie wykopię grób. Cóż… takie jest życie. To już nawet nie powód, że robię to co robię, ale wszędzie czekają ludzie, którzy cię nienawidzą i zrobią wszystko, żebyś zniknął im z drogi. Huh.. można się przyzwyczaić, przynajmniej w moim przypadku, bo właśnie bardzo dużo ludzi ma mnie dosyć i cieszyliby się gdybym jakimś cudem przeniósł się z ich drogi do trzeciego wymiaru, jakkolwiek banalnie to brzmi.
- Jeju ile ty się możesz szykować? – zawołałem przez drzwi do dziewczyny siedzącej w środku
Odpowiedziała mi cisza.
Po jakimś czasie w końcu wypełzła z łazienki i mogliśmy iść do samochodu i pojechać na miejsce. Tym razem drogę pokonaliśmy szybciej niż wczoraj. Dosłownie 20 minut później, już siedziałem w otoczeniu znajomych twarzy.
- Przestańmy się zachowywać jak pieprzone baby na wieczorku herbacianym – powiedziałem ostro do wszystkich, na brak jakichkolwiek reakcji z ich strony
- Skoro jesteś taki pewny w tym co zamierzamy zrobić to nas oświeć geniuszu, a raczej ich bo ja nie biorę w tym udziału – zauważyłem Caitlin, która wstała, zabrała ze sobą Sel i poszły na jakiś spacer czy coś takiego
Zostaliśmy sami, co może nawet jest lepsze.
- Słuchajcie, musimy się w to zaangażować i myśleć racjonalnie – stwierdził John, na co wszyscy mu przytaknęliśmy
- Musimy wymyśleć, coś, czego oni nie będą się spodziewać, a to będzie trudne – dorzucił Luke
Huh, o dziwo, po wyjściu Caitlin wszyscy zaczęli się angażować, co zdecydowanie nakręciło mnie i innych do dalszych rozważań.
- Nie tak trudne jak wam się wydaje – rzuciłem i uśmiechnąłem się z satysfakcją
- Co masz na myśli? – odezwał się Tyson
- Oni tylko udają takich hop do przodu a w rzeczywistości to zwykłe, bezbronne dzieci bojące się ciemności – zakpiłem
- Mam nadzieję, że się nie mylisz stary.. – rzucił dość niepokojąco Luke
- Słuchajcie, plan jest taki. Spotkamy się z nimi w celu „rozmowy pokojowej” – zrobiłem cudzysłów palcami – powiemy im co i jak i jeśli będą na tyle głupi żeby z nami zaczynać to po prostu się ich pozbędziemy, chyba łatwe nie?
- A jeśli oni pierwsi się nas pozbędą na tej „rozmowie pokojowej” – spytał dość zmartwiony Jeth
- Jeth, stary, ile my mamy lat? Nie damy się zaskoczyć chyba nie? – powiedziałem zachęcająco – nie jesteśmy debilami, nie uda im się wymknąć poza nasz plan – powiedziałem nie do końca pewny swoich słów co dało się usłyszeć w moim głosie i sposobu mówienia
Wszyscy przytaknęli, ale to nie było wystarczające, mogłem się mylić, poważnie mylić. Może mam ich za głupszych niż w rzeczywistości są? Może oni mają już jakiś super plan i to nas załatwią? Albo co gorsza położą łapy na..? Nie chciałem o tym myśleć dlatego obmyśliliśmy razem jeszcze kilka innych strategii, kiedy temat oddalił się od naszej „pracy” i ulokował się na naszym życiu prywatnym.
- Właściwie, to coś się tutaj pozmieniało? – spytałem zaciekawiony, czy podczas mojej nieobecności z powodu tej całej nieudanej „kariery” są jakieś zmiany
- Oprócz tego, że John ma dziewczynę to nie – wypalił Jeth na co od razu zarobił kopniaka od Johna
- Ło stary, kto to? – moja ciekawość sięgała najwyższego powodu
- Taka jedna.. – mruknął cicho John
- Caitlin – uprzedził go Luke
- Ło – moje zdziwienie było nie do opisania – nigdy bym się tego nie spodziewał
- To jest nas dwóch – dodał Jeth wyraźnie rozbawiony miną John’a
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, kiedy po raz kolejny powróciliśmy do tematu naszej „pracy”. Po raz kolejny omówiliśmy co i jak, po czym skończyliśmy i wszyscy – z wyjątkiem mnie i Johna – się rozeszli. Siedzieliśmy w dość długiej ciszy, która przerwała wbiegająca Caitlin. Widziałem przerażenie w jej oczach, ale też strach, żal i poczucie winy. Była mocno zdyszana jakby przed kimś uciekała czy coś.
- Justin… ja… - zaczęła jąkając się
- Caitlin spokojnie okej? Powiedz powoli o co chodzi i co się stało, że jesteś w takim stanie – posłałem jej uspakajający uśmiech
- Ja.. byłam z Sel na tym spacerze i wtedy… jacyś kolesie podbiegli i… - zawahała się bo łzy napłynęły jej do oczu
Pomimo, że byłem wkurzony, starałem się zachować spokój żeby nie wybuchnąć w takiej chwili. Musiałem dowiedzieć się więcej.
REGULAR’S POV:
- Chodź Sel – mruknęła Caitlin i wyciągnęła dziewczynę na krótki spacer
Obie wyszły z „tajnego” miejsca spotkań i poszły chodnikiem wzdłuż ulicy. Przez cały czas śmiały się i wygłupiały, jak typowe dziewczyny. Przykuły uwagę niejednej osoby, ale nie specjalnie były tym przejęte. Najwyraźniej były w tym swoim „babskim świecie”, jakkolwiek żałośnie to brzmi. Było różowo do czasu kiedy na ich drodze stanęło około sześciu mężczyzn poubieranych w czarne ubrania i kominiarki.
Drobniejszą i niższą brunetkę – Selenę – od razu ogarnął strach, zaś druga dość wysoka dziewczyna o ciemno blond włosach – Caitlin – utrzymywała się przy zdrowych zmysłach i nie panikowała.
- Jakie miłe spotkanie – odezwał się najwyższy z pośród nieznajomych i podszedł bliżej Caitlin
- Spierdalaj – warknęła Caitlin nie mając ochoty na jakiekolwiek pogaduszki z gangsterami czy Bóg wie czym byli
Mężczyzna odpowiedział jej głupkowatym śmiechem, na co dziewczyna splunęła. Zajęła się jednym, kiedy pozostała piątka otoczyła Sel.
- Możecie się odpieprzyć? – ponownie spytała z gniewem
- W gruncie rzeczy tak, ale fajnie jest się czasem zabawić – mruknął i złapał ciemną blondynę za ramiona
- Zabieraj te cholerne łapy – bąknęła ostro
- Nie boję się ciebie, kochanie – uśmiechnął się szyderczo przyciągając ją bliżej siebie
- Po pierwsze, nie nazywaj mnie kochaniem, bo tym dla ciebie kurwa nie jestem, po drugie, weź znajdź sobie prywatną prostytutkę i zaspokój swoje potrzeby bo masz cholerny ból dupy, a po trzecie puść mnie do cholery! – wykrzyczała wszystko po kolei
Mężczyzna ponownie odpowiedział jej śmiechem, szyderczym, obrzydliwym śmiechem, który przeszył jej uszy. Głośno przełknęła ślinę ale starała się być silna i nie załamać głosu.
- Masz śmiech jak świnia płacz wiesz? – zapytała z sarkazmem
- Miło mi to słyszeć, piękna
- Nie nazywaj mnie tak – w tym momencie Caitlin przełamała się i pociągnęła mężczyznę w dół za ramiona po czym uderzyła go z kolana w brzuch i między nogi
Mężczyzna od razu upadł na ziemię i zwijał się z bólu. Ten moment dziewczyna uznała za najlepszy do ucieczki i tak zrobiła. Chciała jeszcze zabrać Sel, ale gdy odwróciła wzrok nie było jej, ani tych kolesi, którzy przy niej stali. Wściekła, zła, smutna, przestraszona od razu pobiegła do miejsca, z którego godzinę temu wyszła w towarzystwie drobnej brunetki. Miała nierówny oddech, a jej klatka piersiowa poruszała się bardzo szybko.
JUSTIN
Caitlin opowiedziała nam o wszystkim po czym spojrzałem na nią spojrzeniem, które prosiło, aby powiedziała, że kłamie. Odpowiedziała mi tylko tym, że mówi prawdę.
Nie mogłem jej winić, przecież nie dałaby rady sześciu mężczyznom, jednemu tak, ale reszcie na pewno nie, a tym bardziej, że moja dziewczyna nie należała do typu pyskatych czy takich, że potrafiłaby uderzyć kogoś kogo się boi.
Zacząłem się zastanawiać gdzie teraz jest, czy bardzo się boi, co z nią robią, jak się czuje, czy jest cała… Och.. mógłbym wymieniać w nieskończoność ale po co?
W tym momencie wiedziałem, że muszę ją znaleźć, choćbym miał się dokopać do jądra ziemi i je również przebić, żeby chociaż ją zobaczyć i upewnić się, że wszystko z nią w porządku.
_______________________________________________________________________
Jeszcze przez chwilę sprzeczałam się z Justinem, co przerwał mi dźwięk sms’a którego dostał.
- Sms – mruknęłam spoglądając na niego
- Weź i przeczytaj, a potem powiedz od kogo i o co chodzi – powiedział kierując się w stronę łazienki, a po chwili zniknął za drzwiami
Tak jak powiedział, wzięłam jego telefon, przejechałam palcem po ekranie i weszłam w wiadomości. Od razu otworzyła się ta najnowsza. Zaczęłam czytać i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Od razu doznałam szoku. Miliony myśli przelatywało mi przez głowę. Nie mogłam się powstrzymać i kiedy tylko Justin wrócił wybuchłam.
- Justin co to ma znaczyć?! – wrzasnęłam patrząc na niego
- Ale co? – zapytał zdziwiony
- Może nie wiesz.. – powiedziałam sarkastycznie
- No nie wiem, powiesz mi czy tylko będziesz krzyczeć?
- No na przykład to: Kochanie czekam na ciebie mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy – zacytowałam
- Co?
- no jak widać, nie wierzysz to masz zobacz! – rzuciłam w niego telefonem
- Sel, proszę uspokój się… - powiedział błagalnym tonem
- Jak mam być spokojna, kiedy dostajesz takie sms?! No jak?!
- Proszę… nie krzycz tylko pomyśl racjonalnie…
- Czyli że tak nie myślę?!
- Nie, kiedy jesteś zła to nie.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie umiałam ich powstrzymać, dlatego postanowiłam po prostu puścić je wolno.
- Proszę nie płacz… - usłyszałam jego czuły głos
W myślach przeklęłam. Zawsze, kiedy tak mówiłam uspokajał się, dosłownie. Wiedział jak mnie uspokoić. To czasem było przydatne ale czasem, aż żałowałam, że tak dobrze mnie zna. Nie odezwałam się słowem. Usiadłam na kanapie i oparłam ręce na kolanach, a zaraz na nich głowę. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Może to była pomyłka? A może celowo wysłany sms z prawdą, albo próba skłócenia mnie z nim? Nie wiem, po prostu nie wiem.
- Sel, proszę… spójrz na mnie
Ponownie nie odpowiedziałam, ale wykonałam to, o co prosił. Podniosłam głowę i utkwiłam wzrok w nim.
- Wierzysz w tego sms’a? Myślisz, że to prawda? – zapytał z ogromnym smutkiem w głosie
- Nie wiem… sama nie wiem co o tym myśleć. Jaki mam dowód, że nie kłamiesz i naprawdę nie wiesz od kogo ten sms?
- Jaki miałbym cel w okłamywaniu cię? Pomyśl chwilę… Słuchaj, nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. A mówiąc „czegoś takiego” mam na myśli zranienie cię. Nie umawiałbym się z tobą i do tego jeszcze z jakąś dziewczyną. Tak, to staromodne, ale tak jest. Wiem, co mówię. Jestem tego świadomy. Jeśli mi ufasz uwierzysz, bądź nie. To twoja decyzja a ja nie będę na ciebie naciskać żebyś powiedziała mi jakie jest twoje podejście do tego.
- Justin…
- Czekaj, daj mi dokończyć.
- No dobra
- Wiem, że dotknęło cię to, i nie mów mi że nie, bo wiem jak jest. Wiem też że trudno jest ci uwierzyć w to co mówię, ale chcę żebyś była ze mną szczera dlatego ja też jestem z tobą szczery. Nie chcę żyć w kłamstwie, jeśli chodzi o nas. Po prostu nie chcę. Gdybym miał inną, powiedziałbym ci i prawdopodobnie nie utrzymywałbym już z tobą kontaktów, ale wiesz dlaczego tak nie jest? Bo nie mam nikogo innego, a ten sms to zwykła próba skłócenia nas, albo zwyczajna pomyłka. Myślisz, że ja nigdy nie wysłałem do kogoś jakiegoś sms’a przez pomyłkę? Powiem ci, że tak było, dlatego również uważam, że i to była pomyłka. Ale twoja decyzja, jako co to uznasz.
- Justin… - zaczęłam, ale łzy przeszkodziły mi powiedzenie czegokolwiek, długo zbierałam się w sobie żeby coś wydukać aż w końcu udało mi się – wierzę ci
- Dziękuję – poczułam jak delikatnie mnie przytula
Fakt był taki, że uwierzyłam. Owszem, nie miałam stu procentowej pewności, ale ufałam mu i chciałam, żeby to co powiedział było prawdą. Miał rację, ja też kilkakrotnie wysłałam sms do nie tej osoby do której powinnam. Sam wiedziałam, że to ma sens. Dlatego właśnie tak łatwo uwierzyłam. Poza tym, mam do niego ogromne zaufanie, a właściwie na tym opiera się związek.
- Przepraszam, że tak na ciebie nawrzeszczałam, nie chciałam tylko po prostu zdenerwowałam się – powiedziałam bardzo cicho i z ogromnym smutkiem w głosie
- Nie masz za co przepraszać, to normalne, każdy by się zdenerwował
W tym momencie przerwał nam dzwoniący telefon. Justin wstał i odebrał go. Nie słyszałam kto dzwonił, ale wsłuchałam się w odpowiedzi Justina, to było co najmniej bardzo dziwne. Po raz kolejny dzisiaj nie wiedziałam co powiedzieć.
JUSTIN
Już miało być tak idealnie, ale ten durny telefon musiał to zniszczyć. Sięgnąłem po niego i odebrałem.
- Hej Justin – usłyszałem głos Caitlin w słuchawce
- No siema, co jest? – zapytałem dość oschło
- Słuchaj, kilka spraw wymknęło się spod kontroli, jesteś potrzebny natychmiast – położyła ogromny nacisk na ostatni wyraz
- Co? Ale jak to? Nie mogę teraz…
- Musisz, od tego zleży… wszystko.
- Dobra okej, zaraz będę, ale gdzie mam iść?
- Tu gdzie zawsze, pośpiesz się
Co ma znaczyć, że kilka spraw wymknęło się spod kontroli? Po co jestem potrzebny, co poszło nie tak? Tyle myśli przeleciało mi przez głowę, że trudno było zachować zdrowy rozsądek. Wiedziałem jedno, musiałem zabrać Sel ze sobą. Jeśli mówią, że sprawy wymknęły się spod kontroli, nie wróży to nic dobrego.
- kochanie… - zacząłem dość niepewnie bojąc się jej reakcji
- Tak? – zapytała z uśmiechem na twarzy, którego przed chwilą jeszcze nie było
- Muszę gdzieś jechać i… ty musisz jechać ze mną – powiedziałem oczekując na jakiś krzyk, albo coś w tym rodzaju
- No dobrze, ale po co?
- Nie zadawaj teraz pytań, tylko zakładaj bluzę buty i idziemy do samochodu
Na szczęście, Selena nie zadała mi więcej pytań i zrobiła tak jak poprosiłem. Ostrożnie zamknąłem dom i już po chwili siedzieliśmy w samochodzie jadąc do celu. W czasie drogi prawie wcale się nie odzywaliśmy. Nie byłem w nastroju do rozmów i Sel dobrze o tym wiedziała, dlatego nie pytała. To dobrze, bo nie chciałem powiedzieć w nerwach czegoś nieodpowiedniego.
- Bardzo jesteś na mnie zła? – przerwałem tą ciszę
- Nie, nie jestem na ciebie zła – stanowczo zaprzeczyła
- Wiem, że jesteś, ale obiecuję, że jak tylko to załatwię to wrócimy, okej? – uśmiechnąłem się
- Okej – odwzajemniła mój uśmiech, swoim, większym od mojego
Było około 15, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Od razu wyskoczyłem z samochodu i poszedłem w odpowiednim kierunku. Sel zrobiła to samo idąc za mną krok w krok. Właściwie to nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Ale po poprzednim tonie Caitlin wywnioskowałem, że to nie będzie nic fajnego. Doszliśmy na miejsce, gdzie byli już wszyscy wtajemniczeni w ten bałagan.
- Co jest? – zapytałem witając się przyjacielskim uściskiem z John’em
- Justin… - zaczął siedzący koło Caitlin brunet
- No słucham…
- Chodzi o to, że sprawy nie mają się za dobrze. – wtrąciła się Caitlin i walnęła prosto z mostu
- Okej, to już zdążyłem wywnioskować po twoim telefonie, ale co dokładnie? – nalegałem żeby mi szybko powiedziała
- Słuchaj, najpierw się uspokój. A teraz posłuchaj mnie uważnie okej? Skup całą swoją uwagę na moich słowach. Możesz?
- Tak jasne. Wal.
- Pamiętasz jak no wiesz załatwiłeś tego kolesia rok temu?
- No pamiętam.. i?
- I teraz mamy poważny problem. Znajomi tamtego gościa dowiedzieli się kto to zrobił, dowiedzieli się gdzie mieszkasz kim jesteś, dosłownie wszystkiego, a teraz chcą zrobić z tobą to samo. – powiedziała dość szybko a ja zacząłem przetwarzać to co powiedziała
- Jakim kurwa cudem się dowiedzieli?! Jakim?!
- Justin zluzuj, usiądź, ogarnij się i pogadamy jak będziesz spokojny. – głos John’a dobiegł moje uszy
- Nie! – wrzasnąłem – Nie będzie spokoju! I co?! I oni myślą, że im się uda?! Ha! Idioci.. nigdy, nigdy mi nic nie zrobią. Oni są głupi, a ja nie dam się im podejść. Dokładnie wiem jaki będzie ich następny krok. W takim razie i nimi musimy się zająć
- To może się źle skończyć – Caitlin od razu zaprotestowała
- Słuchaj, nie będą mi żadne kołki fikać. Nie ma takiej opcji. Zbliżą się i pożałują. Proste, wystarczająco proste żeby zrozumieli. Na początek dostaną ostrzeżenie, ale jeśli to nie pomoże, to cóż.. ich problem.
- Justin.. to co mówisz ma sens, przyznam ci rację. Caitlin, nie możemy się poddać poza tym to Justin jest tutaj tym głównym, nie mogą zobaczyć, że się boimy – wtrącił Luke
- Róbcie co chcecie, ale żeby potem nie było że nie ostrzegałam – Caitlin ponownie zajęła swoje miejsce
Wiedziałem, że poddała się tylko dlatego, że ja i Luke mieliśmy rację. Zawsze miałem najlepsze pomysły i zawsze wypalały. Wtedy natrafiłem na przestraszony wzrok Sel. Od razu coś ścisnęło mi żołądek.
- To wszystko? – zapytałem oschle, powoli wstając
- Tak, jutro obgadamy resztę – od razu odezwał się John
- Dobra to spadam, na razie
Wstałem całkowicie i zabrałem Sel ze sobą prosto do samochodu. Wsiedliśmy i już po chwili ruszyłem. Cały czas widziałem jak zżera ją coś od środka i cały czas widziałem tą przestraszoną minę.
- Sel, skarbie… - przerwałem niezręczną ciszę
Nie odpowiedziała mi ani słowem. Spojrzałem na nią, nie odrywając wzroku od drogi.
- Proszę, spójrz na mnie.. – poprosiłem czułym głosem
- Słucham? – podniosła na mnie wzrok a ja zobaczyłem strach w jej oczach
- Powiedz mi co jest…
- Nic… a co ma być?
- Sel, proszę widzę. Dlatego powiedz mi co się dzieje
- Boje się… - wymamrotała i natychmiast spuściła ze mnie wzrok
- Czego?
- Że przez to co planujecie coś ci się stanie i stracę cię na zawsze…
- Nie stracisz, nigdzie się nie wybieram
- Nie mów tak, nie możesz kontrolować życia Juss..
- Wiem, co robię i wiem, że gdyby to było bardzo ale to bardzie niebezpieczne nie pisałbym się na to.
- Nie kłam, znam cię i wiem, że choćbyś miał zginąć, to chciałbyś ich załatwić – spojrzała przez szybę
- Słuchaj, nie martw się. Wiem co robię. Jutro przemyślę z resztą to wszystko i jeśli uznamy że to zbyt niebezpieczne, to obiecuję ci, że nigdzie nie pójdę, pomimo tego że chcę, ale nie chcę żebyś się martwiła, okej? – zapytałem głaszcząc ją po policzku jednocześnie zatrzymując się na czerwonym świetle
- Dobrze – uśmiechnęła się patrząc na mnie – a teraz jedź, zielone
Ruszyłem w stronę domu gdzie już po chwili się znaleźliśmy. Ogólnie resztę dnia spędziliśmy w bardzo przyjemnej atmosferze. Oglądaliśmy jakieś filmy, wygłupialiśmy się i co było najdziwniejsze, gotowaliśmy, ale skończyło się na zamówieniu pizzy.
**
Dzisiaj po raz kolejny miałem spotkać się z resztą gangu. Było trochę niezręcznie, bo pomimo tego, że nie pokazywałem strachu to bałem się, ale nie ich, ani nie o siebie, tylko o moją dziewczynę. Nasi wrogowie są bystrzy – no bo kto w tym „biznesie” nie jest bystry.. – i zrobią wszystko żeby zniszczyć mnie i całą resztę, jeśli nie skrzywdzą mnie fizycznie mogą zrobić to psychicznie a wtedy sam sobie wykopię grób. Cóż… takie jest życie. To już nawet nie powód, że robię to co robię, ale wszędzie czekają ludzie, którzy cię nienawidzą i zrobią wszystko, żebyś zniknął im z drogi. Huh.. można się przyzwyczaić, przynajmniej w moim przypadku, bo właśnie bardzo dużo ludzi ma mnie dosyć i cieszyliby się gdybym jakimś cudem przeniósł się z ich drogi do trzeciego wymiaru, jakkolwiek banalnie to brzmi.
- Jeju ile ty się możesz szykować? – zawołałem przez drzwi do dziewczyny siedzącej w środku
Odpowiedziała mi cisza.
Po jakimś czasie w końcu wypełzła z łazienki i mogliśmy iść do samochodu i pojechać na miejsce. Tym razem drogę pokonaliśmy szybciej niż wczoraj. Dosłownie 20 minut później, już siedziałem w otoczeniu znajomych twarzy.
- Przestańmy się zachowywać jak pieprzone baby na wieczorku herbacianym – powiedziałem ostro do wszystkich, na brak jakichkolwiek reakcji z ich strony
- Skoro jesteś taki pewny w tym co zamierzamy zrobić to nas oświeć geniuszu, a raczej ich bo ja nie biorę w tym udziału – zauważyłem Caitlin, która wstała, zabrała ze sobą Sel i poszły na jakiś spacer czy coś takiego
Zostaliśmy sami, co może nawet jest lepsze.
- Słuchajcie, musimy się w to zaangażować i myśleć racjonalnie – stwierdził John, na co wszyscy mu przytaknęliśmy
- Musimy wymyśleć, coś, czego oni nie będą się spodziewać, a to będzie trudne – dorzucił Luke
Huh, o dziwo, po wyjściu Caitlin wszyscy zaczęli się angażować, co zdecydowanie nakręciło mnie i innych do dalszych rozważań.
- Nie tak trudne jak wam się wydaje – rzuciłem i uśmiechnąłem się z satysfakcją
- Co masz na myśli? – odezwał się Tyson
- Oni tylko udają takich hop do przodu a w rzeczywistości to zwykłe, bezbronne dzieci bojące się ciemności – zakpiłem
- Mam nadzieję, że się nie mylisz stary.. – rzucił dość niepokojąco Luke
- Słuchajcie, plan jest taki. Spotkamy się z nimi w celu „rozmowy pokojowej” – zrobiłem cudzysłów palcami – powiemy im co i jak i jeśli będą na tyle głupi żeby z nami zaczynać to po prostu się ich pozbędziemy, chyba łatwe nie?
- A jeśli oni pierwsi się nas pozbędą na tej „rozmowie pokojowej” – spytał dość zmartwiony Jeth
- Jeth, stary, ile my mamy lat? Nie damy się zaskoczyć chyba nie? – powiedziałem zachęcająco – nie jesteśmy debilami, nie uda im się wymknąć poza nasz plan – powiedziałem nie do końca pewny swoich słów co dało się usłyszeć w moim głosie i sposobu mówienia
Wszyscy przytaknęli, ale to nie było wystarczające, mogłem się mylić, poważnie mylić. Może mam ich za głupszych niż w rzeczywistości są? Może oni mają już jakiś super plan i to nas załatwią? Albo co gorsza położą łapy na..? Nie chciałem o tym myśleć dlatego obmyśliliśmy razem jeszcze kilka innych strategii, kiedy temat oddalił się od naszej „pracy” i ulokował się na naszym życiu prywatnym.
- Właściwie, to coś się tutaj pozmieniało? – spytałem zaciekawiony, czy podczas mojej nieobecności z powodu tej całej nieudanej „kariery” są jakieś zmiany
- Oprócz tego, że John ma dziewczynę to nie – wypalił Jeth na co od razu zarobił kopniaka od Johna
- Ło stary, kto to? – moja ciekawość sięgała najwyższego powodu
- Taka jedna.. – mruknął cicho John
- Caitlin – uprzedził go Luke
- Ło – moje zdziwienie było nie do opisania – nigdy bym się tego nie spodziewał
- To jest nas dwóch – dodał Jeth wyraźnie rozbawiony miną John’a
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, kiedy po raz kolejny powróciliśmy do tematu naszej „pracy”. Po raz kolejny omówiliśmy co i jak, po czym skończyliśmy i wszyscy – z wyjątkiem mnie i Johna – się rozeszli. Siedzieliśmy w dość długiej ciszy, która przerwała wbiegająca Caitlin. Widziałem przerażenie w jej oczach, ale też strach, żal i poczucie winy. Była mocno zdyszana jakby przed kimś uciekała czy coś.
- Justin… ja… - zaczęła jąkając się
- Caitlin spokojnie okej? Powiedz powoli o co chodzi i co się stało, że jesteś w takim stanie – posłałem jej uspakajający uśmiech
- Ja.. byłam z Sel na tym spacerze i wtedy… jacyś kolesie podbiegli i… - zawahała się bo łzy napłynęły jej do oczu
Pomimo, że byłem wkurzony, starałem się zachować spokój żeby nie wybuchnąć w takiej chwili. Musiałem dowiedzieć się więcej.
REGULAR’S POV:
- Chodź Sel – mruknęła Caitlin i wyciągnęła dziewczynę na krótki spacer
Obie wyszły z „tajnego” miejsca spotkań i poszły chodnikiem wzdłuż ulicy. Przez cały czas śmiały się i wygłupiały, jak typowe dziewczyny. Przykuły uwagę niejednej osoby, ale nie specjalnie były tym przejęte. Najwyraźniej były w tym swoim „babskim świecie”, jakkolwiek żałośnie to brzmi. Było różowo do czasu kiedy na ich drodze stanęło około sześciu mężczyzn poubieranych w czarne ubrania i kominiarki.
Drobniejszą i niższą brunetkę – Selenę – od razu ogarnął strach, zaś druga dość wysoka dziewczyna o ciemno blond włosach – Caitlin – utrzymywała się przy zdrowych zmysłach i nie panikowała.
- Jakie miłe spotkanie – odezwał się najwyższy z pośród nieznajomych i podszedł bliżej Caitlin
- Spierdalaj – warknęła Caitlin nie mając ochoty na jakiekolwiek pogaduszki z gangsterami czy Bóg wie czym byli
Mężczyzna odpowiedział jej głupkowatym śmiechem, na co dziewczyna splunęła. Zajęła się jednym, kiedy pozostała piątka otoczyła Sel.
- Możecie się odpieprzyć? – ponownie spytała z gniewem
- W gruncie rzeczy tak, ale fajnie jest się czasem zabawić – mruknął i złapał ciemną blondynę za ramiona
- Zabieraj te cholerne łapy – bąknęła ostro
- Nie boję się ciebie, kochanie – uśmiechnął się szyderczo przyciągając ją bliżej siebie
- Po pierwsze, nie nazywaj mnie kochaniem, bo tym dla ciebie kurwa nie jestem, po drugie, weź znajdź sobie prywatną prostytutkę i zaspokój swoje potrzeby bo masz cholerny ból dupy, a po trzecie puść mnie do cholery! – wykrzyczała wszystko po kolei
Mężczyzna ponownie odpowiedział jej śmiechem, szyderczym, obrzydliwym śmiechem, który przeszył jej uszy. Głośno przełknęła ślinę ale starała się być silna i nie załamać głosu.
- Masz śmiech jak świnia płacz wiesz? – zapytała z sarkazmem
- Miło mi to słyszeć, piękna
- Nie nazywaj mnie tak – w tym momencie Caitlin przełamała się i pociągnęła mężczyznę w dół za ramiona po czym uderzyła go z kolana w brzuch i między nogi
Mężczyzna od razu upadł na ziemię i zwijał się z bólu. Ten moment dziewczyna uznała za najlepszy do ucieczki i tak zrobiła. Chciała jeszcze zabrać Sel, ale gdy odwróciła wzrok nie było jej, ani tych kolesi, którzy przy niej stali. Wściekła, zła, smutna, przestraszona od razu pobiegła do miejsca, z którego godzinę temu wyszła w towarzystwie drobnej brunetki. Miała nierówny oddech, a jej klatka piersiowa poruszała się bardzo szybko.
JUSTIN
Caitlin opowiedziała nam o wszystkim po czym spojrzałem na nią spojrzeniem, które prosiło, aby powiedziała, że kłamie. Odpowiedziała mi tylko tym, że mówi prawdę.
Nie mogłem jej winić, przecież nie dałaby rady sześciu mężczyznom, jednemu tak, ale reszcie na pewno nie, a tym bardziej, że moja dziewczyna nie należała do typu pyskatych czy takich, że potrafiłaby uderzyć kogoś kogo się boi.
Zacząłem się zastanawiać gdzie teraz jest, czy bardzo się boi, co z nią robią, jak się czuje, czy jest cała… Och.. mógłbym wymieniać w nieskończoność ale po co?
W tym momencie wiedziałem, że muszę ją znaleźć, choćbym miał się dokopać do jądra ziemi i je również przebić, żeby chociaż ją zobaczyć i upewnić się, że wszystko z nią w porządku.
_______________________________________________________________________
Przepraszam, że mnie długo nie było i nie dodałam rozdziału, ale nie miałam ani czasu ani zbytnio ochoty na pisanie go, teraz postaram się dodawać rozdziały w jakimś krótkim okresie czasu ale nic nie obiecuję, jeśli macie pytania ub coś piszcie w komach albo co tam chcecie :)
środa, 18 grudnia 2013
Rozdział VIII
SELENA
Ten widok
był piękny. Malutki domek na środku polanki, która obrośnięta była przepiękną
zieloną trawą i kolorowymi kwiatkami, a za nim rozciągał się widok zachodu
słońca. Niebo przybrało dość wyjątkowy kolor. Nie wiem jak mam to opisać, nie
da się. Musielibyście zobaczyć sami.
-
Niespodzianka – Justin uśmiechnął się i podszedł bliżej przytulając mnie
Nie
odpowiedziałam. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Pomilczałam przez kilka
minut, aż w końcu przemogłam się i odezwałam.
- Z jakiej
okazji ta niespodzianka? – zapytałam ze łzami w oczach
- Tak bez
okazji – znowu się uśmiechnął
- Nie kłam,
musi być okazja – próbowałam zaprzeczyć słowom, które przed chwilą wypowiedział
- Naprawdę…
- Nie wierzę
– założyłam rękę na rękę jak mała obrażająca się dziewczynka
- Czyżby
foch? – wyczułam śmiech i ironię w jego głosie
- Nie –
powiedziałam stanowczo bez jakichkolwiek uczuć w głosie
- Widzę…
- Nie
widzisz! – odwróciłam się tyłem
- A jednak
widzę – powiedział znowu stając naprzeciwko mnie
- Grrr… -
wypowiedziałam dość cicho ze złością w głosie
- Co jest?
Nie wierzysz mi?
- Wierzę,
ale na pewno jest powód, to nie jest tak, że bez jakiejkolwiek przyczyny
zabierasz mnie tu. – położyłam nacisk na ostatnie słowo i wskazałam ręką
miejsce i wszystko co nas otaczało
- Uwierz, że
właśnie bez żadnej, ale to żadnej przyczyny cię tutaj zabrałem
- Załóżmy,
że ci wierzę, a po co? – próbowałam dostać odpowiedź na pytanie w inny sposób
- Uważasz
mnie za idiotę? – zaśmiał się – Kotku, naprawdę nie jestem głupi i nie dam się
podejść, jestem „szefem” gangu, jestem sprytniejszy niż ci się wydaje –
uśmiechnął się szyderczo
- No.. ok
masz rację, ale ja po prostu chcę wiedzieć – wymamrotałam cicho i spokojnie
- Ależ
wiesz, to jest bez powodu – uśmiechnął się, łapiąc mnie za rękę
Podeszliśmy
do domku stojącego samotnie i poszliśmy na jego „tyły” których z odległości nie
widać. Stało tam kilka leżaków plażowych, jakaś ławka, stolik z krzesłami i
grill. Usiadłam na jednym z krzeseł i czekałam na to co Justin zaplanował.
- Jesteś
głodna? – zapytał spoglądając na mnie
- Nie –
powiedziałam sarkastycznie
- No cóż,
zjem sam – zaśmiał się
- Głupek! –
zaczęłam się śmiać – pewnie, że jestem głodna
- Czeka,
czekaj, jak mnie nazwałaś? – udawał że nie słyszał i przysuną głowę do mnie
kładąc rękę za uchem
- Ja? Ja nic
nie mówiłam – zaprzeczyłam rozglądając się dookoła i cicho gwiżdżąc
- No powiedz
– zaczął mnie łaskotać
Dostałam
nieoczekiwanego napadu śmiechu. Starałam się być silna, nie chciałam powtarzać
tego co powiedziałam, ale wiedziałam, że zaraz nie wytrzymam i Justin postawi
na swoim. W końcu ugięłam się, a wręcz wymiękłam.
- D.. dobra
już! – powiedziałam nadal śmiejąc się
- A więc,
jak się do mnie zwróciłaś? – kontynuował swoje „dochodzenie”
- Głupek –
wręcz wyszeptałam
- Głupek? –
zaczął robić sztuczną, zdziwioną minę – od kiedy?
- Od nigdy –
uśmiechnęłam się
Justin
dłużej nie wiercił dziury w temacie. Poprosił, abym na chwilę została przy
grillu, kiedy on wszedł do małego domku tylnym wejściem, akurat na kuchnię.
Posłusznie zostałam. Zaczęłam śmiać się sama do siebie, nie wiadomo z czego,
obcy stwierdziłby, że jestem wariatką, która gada sama do siebie, czy też
jakimś uciekinierem z psychiatryka. I znowu dopadł mnie napad niekontrolowanego
śmiechu. Po jakiś 10 bądź 15 minutach Justin wyszedł z jakąś tacką, a na niej
stały dwa małe talerzyki i jeden z kilkoma kiełbasami, burgerami i czymś o czym
pojęcia nie miałam. To śmieszne, wiecznie jestem głodna, a nie wiem co zostaje
wniesione. Chłopak zaczął delikatnie podgrzewać jedzenie, w tym samym czasie
siadając przy stoliku, czekając aż jedzenie będzie wystarczająco przysmażone,
to oczywiście trwało długo, dlatego sam zauważył, że śmieję się do powietrza.
- Co jest? –
zapytał podchodząc do mnie bliżej i dając znak ręką żebym wstała
- Nie nic –
znowu się zaśmiałam, wstając tak jak prosił
- Czyżby? –
delikatnie przyciągnął mnie do siebie, mając na twarzy szyderczy uśmiech
- Tak –
powiedziałam dumnie
- Jesteś
tego pewna? – spojrzał na mnie jak policjant na zbira podczas przesłuchania
- Oczywiście
– znowu ukazałam swoją dumę
- Nie wierzę
– zaśmiał się i pocałował mnie w czoło
- Believe
- Ktoś idzie
w moje ślady jak widzę, grzeczna dziewczynka – zaśmiał się po raz kolejny
Chciałam
usiąść w swoje poprzednie miejsce, już prawie zajmowałam krzesło, kiedy Justin
nie pozwolił mi na to, przyciągając mnie do siebie i sadzając na kolanie.
- Krzesło
się zaraz połamie – powiedziałam żartobliwie lecz stanowczo i z powagą, która i
tak za chwilę zmieniła się w ogromny śmiech
- Pod tobą?
Nigdy – zaprzeczył przytulając mnie
- Pod nami –
podkreśliłam
- Oj nie
przesadzaj, najwyżej będzie połamane – zaczął się śmiać
Miałam
wrażenie, że minęły dopiero dwie minuty, a w rzeczywistości minęło piętnaście.
W ostatniej chwili Justin zorientował się, że przysmażane jedzenie prawie się
przypaliło. Delikatnie „zdejmując” mnie z jego kolana podszedł do grilla i
przewrócił wszystko na drugą stronę.
- Chyba ktoś
tutaj coś przypalił.. – zaśmiałam się wytykając język jak mała dziewczynka
- Chyba mam
to po dziadku – zaśmiał się
- O właśnie,
nigdy nie mówiłeś mi o rodzinie, to znaczy tylko o rodzicach i siostrze,
opowiedz mi coś? – zrobiłem minę szczeniaczka
- Jasne –
uśmiechnął się
- To mów, z
chęcią posłucham – ponownie usiadłam mu na kolanach a on objął mnie w talii
- To tak.
Jak już wiesz, moi rodzice nie żyją od… prawie 5 lat. Dużo. Od tamtego czasu
dziadkowie się mną zajmowali, moją siostrą też. Miałem wtedy 13 lat, nawet
trochę więcej. Wtedy najbardziej potrzebowałem rodziców i oni mi ich zastąpili,
do czasu, kiedy skończyłem 16 lat, czyli jakoś dwa lata temu, mieszkałem z
nimi, ale ze względu na ich bezpieczeństwo wyprowadziłem się i zabrałem
siostrę. Są mi najbliżsi. Z tobą na czele, bo tylko ich mam, a wiemy doskonale
do czego zdolna jest moja siostra. Teraz mieszkają niedaleko, ale ze względu na
moje kłopoty, związane z tym całym chaosem, w który się wpakowałem dwa lata
temu, nie widujemy się zbyt często. Tylko na święta, lub jakieś okazję. Chociaż
mam wrażenie, że powoli o mnie zapominają, na 18 urodziny nawet nie zadzwonili,
a widziałem ich ostatnio jakoś… na gwiazdkę w zeszłym roku… - zakończył dość
smutno
Ze względu
na to, że nie wiedziałam co powiedzieć, tylko się do niego przytuliłam. Ta
historia… doszło do mnie, że on doskonale zdaje sobie spra1)wę z tego, w co się wpakował, ale też
dziwi mnie zachowanie dziadków Justina. Wydawali się super ludźmi, a tutaj taka
niespodzianka. No, ale w końcu to ich wnuk, a pewnie jak dowiedzieli się co
robi Justin, to nie chcieli go znać, ale znowu myśląc logicznie, to jego jedyna
rodzina powinni go wspierać.
- I to…
jeszcze nie wszystko – zaczął nieśmiało
- Coś
jeszcze? Mów – uśmiechnęłam się
- No bo.. ja
mam jeszcze brata i siostrę…
- J..jak to?
– zapytałam lekko zdziwiona
- No tak,
nie wspominam o nich, są mali, nie mieszkają z dziadkami, są w rodzinie
zastępczej, chciałem ich zabrać, ale nie mogłem tego robić, byłem za młody
- Ile mają
lat? – zapytałam z ciekawością
- Oboje po
sześć – uśmiechnął się również do mnie
- A wiedzą o
tobie?
- No pewnie,
często ich odwiedzałem, ale ostatnio zacząłem interesować się tym, że mógłbym
ich zabrać do siebie, ale to tylko kilka miesięcy, tłumaczyłem im, że może to
potrwać, tylko.. ja się boje jednej rzeczy…
- Jakiej?
- Że nie
będę umiał się nimi zaopiekować. Sprawa jest w toku a właściwie, za miesiąc
zostanie zakończona, no i to też jest powód tej niespodzianki – odwrócił głowę
- Czyli
jaki? – uśmiechnęłam się znowu
- Bo ja…
chciałbym żebyś ze mną jutro do nich
pojechała, obiecałem, że zabiorę ich do kina, na McDonalda i na salę zabaw dla
dzieci, wiesz takie te sprawy…
- A mogę..?
– zapytałam nieśmiało ze strachem w głosie
- Pewnie, że
tak – od razu się uśmiechnął przytulając mnie
- A jak mnie
nie polubią?
- Masz
rację, nie polubią cię…
Zmarszczyłam
brwi patrząc na niego.
- Oni cię
pokochają – zaśmiał się – na przyszłość daj dokończyć – delikatnie pocałował
mnie w policzek
- Debil! –
zaśmiałam się uderzając go w ramię
- Och tak? –
powiedział to z łobuzerskim uśmiechem na twarzy
- Dokładnie
tak, jak słyszałeś – ponownie założyłam rękę na rękę
- Nie radzę
– powiedział oschle śmiejąc się
- Nie boję
się ciebie – uśmiechnęłam się i zrobiłam dumną minę
- Czyżby?
- E!
Szerloku, coś ci się przypala – zaśmiałam się wskazując ręką na grill
W tym
momencie chłopak zerwał się na równe nogi i ściągnął całe jedzenie na talerze.
Na szczęście nie były bardzo przypalone tylko jakieś minimalnie części. Od razu
usiadłam przy stoliku i zaczęłam jeść. Oczywiście cały czas się śmiałąm, bo jak
to miałam w naturze zachowywałam się jak wariatka. No i znowu wybuchłam
ogromnym napadem. Jaki to musiałby być widok dla obcych, nie znających mnie
ludzi. Próbowałam sobie to wyobrazić, na co odpowiedzią był kolejny mój śmiech.
- Mam się
martwić? – zaczął mówić również śmiejąc się
- Nie… a o
co? – przedłużyłam zdanie
- Śmiejesz
się do powietrza.. – stwierdził a banan nie schodził mu z twarzy
- Potomek
Kolumba czy jak? – zaszydziłam
- Bardzo
śmieszne – stwierdził z ironią dalej się śmiejąc
- Gdyby nie
było zabawne nie miałbyś takiego rogala na twarzy – zaczęłam po raz setni
dzisiaj się śmiać
- Wiesz co?
Jesteś cholernie dziwna – znowu się zaśmiał
- Słucham? –
zrobiłam taki sam gest jak on, kiedy nazwałam go głupkiem
- Jesteś
piękna – uśmiechnął się
- I tak
słyszałam, ale dziękuję, dwa komplementy w jednym.. hmm… - podrapałam podbródek
udając że głaszczę swoją długą brodę i myślę
- Jesteś
zabawna – uśmiechnął się
- Uważasz
tak czy mówisz z grzeczności? – przygryzłam wargę widzą, jak wtedy na mnie
patrzy
- Kochanie,
powinnaś wiedzieć, że mówię to dlatego, że tak uważam, ja nie wiem co to
grzeczność i nie używam jej – zaśmiał się
- No tak… -
udałam zamyśloną powtarzając poprzednią czynność
Wtedy Justin
podszedł do mnie, chwycił mnie w talii i przyciągnął do siebie, po czym
delikatnie lecz namiętnie pocałował. Nie potrafię tego opisać, to jest.. nie
umiem dobrać odpowiednich słów. Trzeba by samemu to przeżyć, żeby zrozumieć.
Momentalnie poczułam jak moje policzki zrobiły się czerwone, dlatego siadając
na krześle schowałam twarz w dłonie.
- Ej,
shawty… nie zakrywaj się – zaśmiał się
- Wyglądam
jak burak, nie chcę żebyś na mnie taką patrzył
- Nawet
czerwona jak „burak”, jak to
powiedziałaś, jesteś piękna i nie przeszkadza mi to – uśmiechnął się
I co mogłam
zrobić? Jak zawsze uległam i zabrałam dłonie z twarzy. Odwróciłam głowę w prawą
stronę, żeby choć przez chwilę się ukryć. Nie udało się. Justin podniósł mnie,
aż stanęłam na nogi, i mocno, ale delikatnie objął w talii i przytulił. To
lubiłam najbardziej, ja zawsze kochałam przytulać każdego kto mi się nawinie,
najczęściej była to mama… powinniście wiedzieć, że teraz mam łzy w oczach,
mówiąc to. Justin od razu to zauważył.
- Co się
stało? Coś zrobiłem nie tak? – zapytał patrząc mi w oczy
-
Oczywiście, że nie, ale przypomniałam sobie o… mamie – ostatnie słowo wypowiedziałam z ogromną trudnością
Chłopak
wiedział jak się czułam, dlatego nie pytał więcej tylko zmienił temat, żeby
choć na chwilę mnie rozweselić. I owszem udało mu się, aż za dobrze. Robiło się
bardzo późno a przy tym dość chłodnawo.
- Zimno mi…
- powiedziałam smutnym głosem
- Chodź –
pociągnął mnie za rękę i podprowadził pod drzwi domu
- A..al..ale
– zaczęłam ale nie dał mi dokończyć
- Nie ma
„ale”, no chodź, chyba że wolisz marznąć – spojrzał łobuzersko na mnie
Nie miałam
wyjścia i zgodziłam się. Weszłam do środka. Ten dom był piękny, nie tylko z
zewnątrz ale i wewnątrz. Wystrój był przepiękny, kolory na ścianach stonowane,
a meble doskonale z nimi kontrastowały.
- Piękny dom
– powiedziałam rozglądając się dookoła
- Dziękuję
- Co? To
twój? – zdziwiłam się
- No chyba
nie myślałaś, że przyprowadzę cię do czyjegoś domu – zaśmiał się i przytulił
mnie – a teraz chodź na górę, tam jest sypialnia, ale…
- Ale? –
chciałam dokończyć za niego
- Ale tylko
jedna.. – udawał smutnego, ale wiedziałam, że w duchu skacze z radości
- No cóż…
podłoga chyba się ucieszy jak się tam położysz – zażartowałam ale nie
okazywałam tego
- Nie masz
serca – zrobił jeszcze bardziej smutną minę
- Żartuję, a
więc co zrobimy? – udałam, że bardzo mnie to stresuje
- Chyba
będziesz skazana na moje towarzystwo, przykro mi – zaśmiał się
- Może
przeżyje.. – zaczęłam znowu się śmiejąc
Justin
odpowiedział mi tylko śmiechem. Weszliśmy po schodach, ani jedna deska nie
zaskrzypiała. Dom nie był stary, ale każde drewniane schody skrzypią. Zresztą
nie opowiadam tego tylko dla schodów. Byliśmy już prawie w ogromnym pokoju, z
którego wchodziło się do prywatnej, zamykanej na klucz łazienki. Pokój, jeśli
tak go można nazwać, bo był wielkości całego parteru, był śliczny, delikatny
bardzo jasny fiolet na ścianach idealnie wyglądał z białymi meblami w
starożytnym stylu. Cały dom wystrojony był, jak nowoczesne przestronne
mieszkanie, ale ten pokój… on był inny. Chciało się tu być. Meble, ściany,
widok, cisza, która tam panowała. Zdawało mi się, jakby to pomieszczenie było
całkiem odciętę od rzeczywistości i od szarego świata.
- I jak?
Może być? – Justin spojrzał na mnie, siadając na ogromnym łóżku
- Justin,
ten pokój jest śliczny, lepszego w życiu nie widziałam – uśmiechnęłam się, po
czym szybko podeszłam do niego i usiadłam obok
- Cieszę
się, że ci się podoba – zaśmiał się i złapał mnie za rękę
Nie ukrywam,
to było bardzo słodkie, jeśli można tak w ogóle powiedzieć o chłopaku. Nie
ważne, dla mnie zawsze był słodki, pomimo, że to określenie pasuje do małej
dziewczynki bawiącej się w mamę. Siedząc na łóżku zauważyłam małe szklane drzwi
zasłonione zasłonką.
- Co tam
jest? – zapytałam wskazując wolną ręką na drzwi
- Idź i
zobacz – uśmiechnął się
- Sama? Żeby
coś stamtąd wyskoczyło i mnie pożarło? – zaśmiałam się – nie ma mowy, sama nie
idę, ale z tobą to co innego…
- A więc
chodź – wstał i podszedł ze mną
Odsłonił
zasłonkę, a potem szklane drzwi i wypuścił mnie na balkon. Co ja gadam, chyba raczej ogromny taras. Widok był
nieziemski. Podeszłam powoli do barierki, opierając się o nią. Zaczęłam myśleć
o jutrzejszym spotkaniu z rodzeństwem Justina. Nie będę kłamać, bałam się. Tak,
dokładnie tak, bałam się spotkania z dziećmi. Widziałam, że chłopak
zainteresował się mną i dlatego zaczął zadawać pytania, ale co mogłam mu
powiedzieć, oczywiście stwierdziłam, że jest okej. Widziałam, że nie uwierzył,
ale chyba chciał pokazać, że mi ufa, dlatego nie wiercił dziury w temacie.
- Mogę do
łazienki? – zapytałam
- Tak jasne,
tam wszystko jest. Żel, mydło, szampon, jakaś gąbka, w szafce jest czysta
zapakowana, ogólnie czego potrzebujesz to szukaj na pewno jest – uśmiechnął
się, siadając na łóżku i sięgając po coś z szafeczki nocnej
- Okej, a
ręcznik?
- Pierwsza
szafka nad niską półką. Jak się wchodzi to od razu po lewej stronie – znowu się
uśmiechnął
- Dzięki
Weszłam do
łazienki tym samym doznając szoku. Była taka przestronna, ładna, jednym słowem
idealna. Z części z umywalkami, przechodziło się do następnych dwóch do których
prowadziły drzwi. Za jednymi był prysznic, a za drugimi wanna. W rogu łazienki
stała toaletka a na niej kuferek z kosmetykami. Odnalazłam szafkę z ręcznikami
o której mówił Juss. Wyjęłam jakiś różowy i zabrałam go ze sobą. Weszłam do
pomieszczenia, gdzie stała kabina prysznicowa. Zebrałam potrzebne mi rzeczy,
takie jak żel, szczoteczkę (o dziwo znalazłam nową zapakowaną w szafce), pastę i kilka takich
podstawowych przedmiotów. Zdjęłam ubranie i odkręciłam wodę. Wyregulowałam
temperaturę lecącej wody i opłukałam się nią. Otworzyłam żel i umyłam całe
ciało bardzo dokładnie. Spłukałam go z moich rąk, nóg, szyi, tułowia i całej
reszty. Zmoczyłam moje włosy i wyszorowałam głowę szamponem, po czym dokładnie
szybkimi ruchami ręki pozbyłam się go z włosów. Wyszłam, wytarłam się.
Rozczesałam włosy leżącą tam szczotką, a chwilę później związałam je w
niechlujnego koka na czubku mojej głowy. Zawinęłam się w ręcznik i wyszłam.
Widziałam wzrok Justina przechodzący przez całą mnie, od stóp do głów,
dosłownie.
- Widzę! –
zaśmiałam się
- Wiem, oto
chodzi – również się uśmiechnął
- Zboczeniec
– znowu się zaśmiałam kontynuując to, po co przyszłam – Justin, bo… wiesz.. no nie
mam w czym spać…
- I? –
ciągnął żeby zmusić mnie do mówienia
- No.. tak
pomyślałam, że może dałbyś mi coś.. no wiesz – przygryzłam wargę
- Chodź
tutaj do mnie słońce – poklepał miejsce obok siebie
Podeszłam
dość nieśmiało i w samym ręczniku usiadłam koło niego mocno trzymając moje
„ubranie” ręką.
- Nie spinaj
się tak, jest okej – powiedział bardzo czule, po czym pogłaskał mnie bardzo
delikatnie po ramieniu, a którym tym razem nie było nic
Lekko się
wzdrygnęłam, ale potem było mi to obojętne.
- Tak, jest
okej – uśmiechnęłam się – to co, mam co liczyć na chociaż jakąś bluzkę?
Wstał,
podszedł do szafy stojącej w rogu i otworzył ją. Chwilę pogrzebał, cały czas
patrząc na mnie, aż w końcu wyjął jakąś swoją bluzkę. Podał mi ją, ale nie dał
mi odejść, spowrotem posadził mnie na łóżku koło niego.
- Kocham cię
– powiedział delikatnie obejmując mnie w talii i przytulając do siebie
- Ja ciebie
też – powiedziałam wtulając się w niego nie zwracając uwagi na to czy jestem w
ubraniu czy tylko w ręczniku
Siedzieliśmy
tam w takiej pozycji przez około piętnaście minut. W końcu wstałam i poszłam do
łazienki, gdzie spokojnie się przebrałam i wyszłam. Po raz kolejny poczułam
wzrok Jussa na sobie. Czułam się dziwnie w samej jego, za dużej, koszulce i
majtkach, ale nie miałam co liczyć na więcej, przecież on nie ma babskich
piżamek. Usiadłam na drugim brzegu łóżka, ale byłam bardzo zmęczona dlatego
położyłam się. Justin uczynił to samo, przysunęłam się do niego dyskretnie, po
czym wtuliłam się w niego, jak w pluszaka i usnęłam.
*NASTĘPNEGO DNIA*
Obudziłam
się około 11 albo nawet później. Justina nie było obok mnie, ale wiedziałam, że
niedawno był, bo byłam przykryta kołdrą, a ja zawsze się rozkopuje i budzę się
bez niech, no chyba, że właśnie ktoś mnie przykryje. Zebrałam swoje ciało z
łóżka i zbiegłam po schodach do kuchni, gdzie zauważyłam Justina smażącego
naleśniki.
- Jak się
spało księżniczko? – zapytał z dużym uśmiechem na twarzy
- Em.. super
– zaśmiałam się – ale mam pytanie…
- Odpowiem
na wszystko, pytaj.
- Kto mnie przykrył?
– zmrużyłam oczy i zaśmiałam się
- Nie mam
pojęcia chyba sama – odwrócił ode mnie wzrok
- Mhm.. taak
– przedłużyłam – no popatrzcie ludzie, gangster Justin Bieber ma uczucia i umie
być opiekuńczy – zaśmiałam się – dziękuję – powiedziałam przytulając go od tyłu
i delikatnie całując w szyję
- Żarcik ci
się udał – zaśmiał się – nie ma sprawy, musiałem
Justin
skończył robić śniadanie, po czym podał mi talerz i razem ze mą usiadł przy
stole. Zaczęłam powoli jeść, kiedy znowu zawitał u nas napad śmiechu. Tym razem
nie u mnie, tylko u Justina.
- Co? –
zapytałam wkładając kawałek naleśnika do buzi
- Nic
śliczna – zaśmiał się
- No co? –
znowu zapytałam śmiejąc się
- Wiesz…
częściej powinnaś chodzić w moich bluzkach – uśmiechnął się łobuzersko
- Chciałbyś
kotku – zaśmiałam się
- Oj uwierz
mi, że tak – spojrzał na mnie
- Ale to
chyba ostatni raz więc się napatrz – zaczęłam się śmiać, wstając od stołu i
wstawiając talerzyk do zlewu
- Na pewno
nie, nie pozwolę, żeby to był ostatni raz..
Tylko się
zaśmiałam, kiedy szłam do salonu. Wtedy prawie dostałam zawału. Justin podszedł
do mnie od tyłu i załapał mnie w talii i przyciągnął do siebie odwracając mnie
tak, żebym była twarzą w jego stronę.
-
Przestraszyłaś się twardzielko? – zapytał śmiejąc się
- Nie –
zaprzeczyłam
- Widziałem
- Wcale nie
- Nie..
wcaleee – przedłużyłem
__________________________________________
piszcie jak rozdział + kochani nie sprawdziłam rozdziału
dlatego przepraszam za błędy :c
sobota, 14 grudnia 2013
Rozdział VII
SELENA
Po raz
kolejny zrobiłam tak, jak prosił, odwróciłam się, a wtedy doznałam szoku,
dokładnie przede mną stał Justin. Od razu uśmiech zawitał na mojej twarzy.
- Justin, co
ty tu robisz? – zapytałam przytulając chłopaka
- Pamiętasz
naszą rozmowę na skype? Rozłączyłaś się, a ja chciałem ci wszystko wytłumaczyć.
Pozwolisz mi? – zapytał obejmując mnie w talii
- Słucham…
- Ta kobieta którą słyszałaś to Alice. Ona jest od teledysków, ogólnie od takich
rzeczy. Wczoraj kręciliśmy teledysk, a dzisiaj rano przyleciałem tutaj, żeby ci
o tym powiedzieć, nie mogłem się z tobą skontaktować…
-
Przepraszam, nie powinnam tak reagować, zachowałam się jak dziecko. – spuściłam
głowę
- Przestań,
wcale nie. – stanowczo zaprzeczył moim słowom
- Tak,
usłyszałam coś i po prostu cię olałam… i jeszcze przeze mnie nie możesz do
końca nakręcić teledysku
- Już
nakręcony, ale to i tak nie ważne..
- Co? Czemu?
- Moja
„kariera” jest zakończona…
- Dlaczego?
- Mają zbyt
duże urwanie głowy, nie mają czasu na kogoś „nowego”
- Przykro
mi…
- Ale to
lepiej, i tak nie wyszłoby nic z tego. To jest za duża presja ogólnie mega
stres, nie umiem tego znosić, to nawet lepiej
To był już
kompletny szok. Najpierw Justin niespodziewanie pojawia się u mnie w domu,
potem oznajmia mi, że koniec z tym co zaczął. Zastanawiałam się co jeszcze
będzie, ale z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Przeszłam przez salon i
otworzyłam.
- Jest może
Justin? – zapytała dość wysoka blondynka o niebieskich oczach
- Słucham?
Kim w ogóle pani jest?
- Ja nie do
ciebie, tylko Justina, jest?
- Sel, kto
to? – Justin podszedł do mnie i sam zdziwił się widząc dziewczynę
- Twierdzi,
że do ciebie.. – odpowiedziałam oschle ze złością malującą mi się na twarzy
- Proszę
bardzo – nieznajoma podała Justinowi jakąś kopertę, po czym szybko odeszła
Zamknęłam
drzwi, i poszłam do salonu, gdzie siedział Juss.
- Co to? –
zapytałam siadając koło niego
- Nie wiem,
ja nawet nie wiem kim ona była
- Otwórz i
zobacz – próbowałam go zachęcić do spojrzenia na to co jest w środku
Chwilę się
wahał, ale w końcu rozkleił kopertę i wyjął z niej zdjęcie jakiegoś dziecka. Po
raz kolejny dzisiaj wydarzyło się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała.
- Justin co
to za dziecko?!
- Ja… ja sam
nie wiem!
Zrobiło mi
się tak przykro. Od razu pomyślałam, że to jego dziecko. Kto wie, jak zabawiał
się, zanim mnie poznał. W końcu z takimi kolegami jakich miał, nie mógł się
nudzić. Pobiegłam do pokoju i szczelnie się w nim zamknęłam. Było już późno,
dlatego zapaliłam światło i oparłam się o ścianę. Zapowiadał się cudowny
wieczór, a tutaj, taka super niespodzianka.
- Co to ma
znaczyć? Czemu to wszystko spotyka mnie? – wymamrotałam osuwając się na podłogę
Nie miałam
najmniejszej ochoty widzieć teraz Justina, wiedziałam, że i to będzie chciał
wytłumaczyć, ale czy dziewczyna przychodzi do obcego chłopaka i daje mu zdjęcie
jakiegoś małego dziecka? Od tak. No to nie było normalne. Tysiące myśli
przelatywało mi przez głowę. Poczułam jak kilka łez naleciało mi do oczu.
Szybko je wytarłam, ale to nic nie dało, na ich miejscu zaraz pojawiły się
nowe, i tak w kółko. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Sel…
otwórz – usłyszałam czuły głos Justina
- Nie! –
krzyknęłam a kolejne łzy zebrały mi się w oczach
Siedziałam
tam jeszcze chwilę, wiedząc, że stoi przed drzwiami, dlatego wstałam,
otworzyłam je, wpuściłam go i usiadłam na malutkiej kanapie, stojącej
naprzeciwko telewizora. Milczałam, nie
chciałam zadawać pytań, chciałam tylko, żeby sam coś powiedział.
- Kochanie,
ja naprawdę nie wiem kto to był. Gdybym chociaż znał jej imię, powiedziałbym
ci. Jaki mam cel w okłamywaniu cię, po co bym to robił? Jaką radość bym czerpał
z tego że cię to rani? Proszę zrozum…
- Jak ty byś
zareagował, gdyby jakiś facet przyszedł do mojego domu i dał mi zdjęcie
dziecka… co byś pomyślał?
- Nie wiem,
nie umiem postawić się w takiej sytuacji.
- No
właśnie, jaką mam pewność, że nie kłamiesz?
- Zależy od
ciebie, czy mi ufasz.
- Ufam, ale
ciągle dzieje się coś nowego, ciągle doznaje szoku, mam wrażenie, że wcale cię
nie znam. Powiedz mi wszystko o sobie, a dokładniej to, czego nie wiem, proszę.
- Wiesz
wszystko, naprawdę.
- Nie masz
gdzieś ukrytej żony, jakiejś trójki dzieci czy bóg wie czego jeszcze?
- Nie,
niczego takiego.
Nie
odpowiedziałam, tylko przytuliłam go. Nie wiedziałam czy mówi prawdę, czy
kłamie, ale ufałam mu, i miałam nadzieję, że nie okłamuje mnie. Wtedy
postawiłam sobie za cel, odnaleźć tą kobietę i porozmawiać z nią. Wiem, że ona
może mnie okłamać lub wcisnąć tani kit, ale chciałam po prostu wiedzieć, czego
chciała i co to za dziecko ze zdjęcia. Nadal w głowie kłębiły mi się czarne
myśli. Jak zwykle te najsmutniejsze. Czemu? Nawet ja tego nie wiem. Teraz
pewnie pomyślicie, idiotka, wariatka, psychol albo coś jeszcze, ale nie. Ja już
tak mam, nie potrafię patrzeć na świat z optymizmem. Nigdy nie umiałam, nie
miał kto mnie tego nauczyć, wiecznie byłam smutna i przybita, jak miałam się
cieszyć? Czym? Wiecznie byłam sama, nie miałam znajomych a co dopiero
przyjaciół, rodzina zastępowała mi znajomych, dosłownie. Nigdy nie wychodziłam
z domu, zawsze byłam tą grzeczną. Nie umiałam odpowiedzieć komuś w dokuczliwy
sposób. Justin, to zaakceptował, a dzięki niemu, otworzyłam się trochę na
ludzi. To dodało mi trochę pewności siebie, ale to nie zmieni tego, że jestem
pesymistką. W każdej sytuacji widzę najtragiczniejsze wyjścia. Ale wróćmy do
tego co było potem. Jeszcze chwilę siedzieliśmy w moim pokoju, aż w końcu
znudziło mi się to i poprosiłam Justina, żeby poszedł ze mną w pewne miejsce. Zgodził
się od razu. Założyłam bluzę i buty i wyszliśmy. Chciałam zabrać go w moje ulubione miejsce.
Udało mi się, pod niedługim czasie
byliśmy tam.
- Tu jest
pięknie – skomentował otoczenie – skąd o tym wiesz?
-
Przychodziłam tutaj prawie codziennie, wczoraj też byłam. Zobacz.. – wskazałam
palcem na urywający się liść z drzewa – człowiek jest właśnie jak taki liść.
Kiedy ma kogoś bliskiego, to on go trzyma, ale jak puści, to upadnie i nie
poradzi sobie sam.
- Masz rację
– złapał mnie za rękę
- Ale nie o tym chciałam z tobą pogadać. Chodzi
o tą dziewczynę dzisiaj.
- Sel, daj
jej już spokój, zapomnij o niej ja już to zrobiłem.
- Nie można
o kimś tak po prostu zapomnieć, nie da się. Ja tylko chcę znać prawdę. Znasz
ją?
- Ja… tak,
znam ją….
- To czemu
się wypierałeś jak pytałam wcześniej?
- Bo nie
chciałem żadnej kłótni. Tak, znam ją, ale tylko z widzenia, nie mam z nią nic
wspólnego, nawet nigdy nie gadaliśmy.
- Masz coś
na sumieniu? – zapytałam swoim spokojnym głosem
- Nie,
skądże
- Powiedz mi
jak ona się nazywa, tylko tyle chcę, reszta mnie nie obchodzi.
- Po co?
- Po prostu
mi powiedz.
- Vanessa
Colins
- Dziękuję –
uśmiechnęłam się do niego
Posiedzieliśmy
tam jeszcze chwilę, a potem wróciliśmy do domu. Byłam padnięta, dlatego, kiedy
tylko położyłam się na łóżku usnęłam
*NASTĘPNY
DZIEŃ*
Obudziłam
się, kiedy Justin jeszcze spał. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam do kuchni,
zrobić śniadanie. Wyjęłam z szafki składniki potrzebne do zrobienia naleśników
i powoli postępowałam zgodnie z przepisem ich przygotowania. Kilka przypaliłam,
dlatego dorobiłam ciasta i zrobiłam świeże i odpowiednio przysmażone. Kiedy
były już gotowe, Justin zszedł do mnie i razem zjedliśmy śniadanie.
- Mam dla
ciebie niespodziankę – uśmiechnął się do mnie
- Jaką? –
zapytałam z ogromną ciekawością w głosie kończąc naleśnika
- Aaa, nie
powiem ci, niespodzianka to niespodzianka – zaśmiał się
- Wiesz, że
nienawidzę czekać prawda?
- Wiem i
dlatego dzisiaj nauczę cię cierpliwości, a do tego czasu co chcesz robić?
- Zakupy –
uśmiechnęłam się
- Okej,
pojedziemy. Zbieraj się.
Zrobiła
lekki makijaż, wypsikałam się perfumami, założyłam buty i jeansową kurtkę i
razem z Jussem wsiadłam do samochodu.
Podróż minęła mi bardzo szybko i nim się obejrzałam byliśmy na miejscu.
Jak zawsze przeleciałam wszystkie sklepy z fajnymi ubraniami. Justin tylko
mówił mi w czym wyglądam dobrze a w czym trochę gorzej. Ceniłam to, bo był
szczery, sama rozumiem, że niektóre kolory bluzek czy sukienek wyglądają fajnie
tylko na wieszaku, albo mają zły krój na człowieku. Parę godzin później, miałam
już kilka toreb z nowymi ubraniami, Justin również zakupił sobie kilka fajnych
rzeczy. Na sam koniec poszliśmy do cukierni, w której kiedyś z nim byłam, a
wczoraj siedziałam tam z Nathanem. Kiedy tylko weszliśmy, pracownice zaczęły
gadać coś pod nosem, wiedziałam doskonale, że chodzi o mnie. Nie podobało im
się, że za każdym razem jestem tu z kimś innym. Miałam ochotę podejść do nich i
powiedzieć, żeby nie wcinały się w nieswoje sprawy. Powstrzymałam się. Po
złożeniu małego zamówienia, zauważyłam Nathana wchodzącego do środka. Całe
szczęście siedziałam tyłem i miałam nadzieję, że mnie nie zobaczy. Ku mojemu
zdziwieniu znał Justina. Podszedł do niego i przywitał się.
- Siema Nat
– Justin przywitał się z nim jak ze starym znajomym
- Siema, co
tam u ciebie? – Nathan stał z Jussem koło mnie i od razu zorientował się, że
mnie zna
- Nie no ok,
a właśnie, to moja dziewczyna Sel. – uśmiechnął się
- Sel? My
się znamy – od razu spojrzał na mnie
- Serio?
Skąd? – Justin odszedł z nim na bok
Nie
słyszałam co dokładnie mówił, ale nie wyglądało to na zwyczajną rozmowę kumpla
z kumplem, ale nie moja sprawa nie chciałam się wtrącać. Chwilę później
pracownica cukierni przyniosła ciastka i herbatę. Siedziałam dość krótko sama,
aż w końcu Justin wrócił.
- Sel,
skarbie, proszę cię trzymaj się jak najdalej od Nathana – złapał mnie za rękę
- Co? Jak
to? Czemu? – zaczęłam dopytywać
- On jest
niebezpieczny. Szuka takich jak ty, a potem je wykorzystuje.
- Takich jak
ja, czyli jakich? – zapytałam z niedowierzaniem
- Młodych,
ślicznych, spokojnych, proszę… nie chcę żebyś skończyła jak dziewczyny, które
już wykorzystał, a potem po prostu zabił
- Co? – te
słowa zaniepokoiły mnie jak żadne inne
- Tak…
najpierw poznaje jakąś dziewczynę, potem się z nią zaprzyjaźnia, a potem to już
tylko wykorzystuje, przetrzymuje, a potem zabija. Trzymaj się od niego daleko,
to nie żarty.
- O boże..
oczywiście.
Siedzieliśmy
jeszcze chwilę rozmawiając. Nadal myślałam o Nathan’ie. Bałam się, że zrobi ze
mną to co z innymi dziewczynami. Znowu miałam najgorsze scenariusze w głowie.
Wiedział gdzie mieszkam, jak się nazywam mógł mi coś zrobić kiedy tylko będzie
chciał, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.
- Wszystko
okej? – Justin spojrzał na mnie i wiedziałam, że widać stres na mojej twarzy
- Tak jasne,
a teraz zdradzisz mi co to za niespodzianka? – uśmiechnęłam się słodko
- A no tak!
– udawał że zapomniał – idziemy do domu, przebierz się w coś wizytowego
- No powiedz
mi co to – powiedziałam jak 5 letnia dziewczynka
- Nie mogę,
chodź – wziął mnie za rękę i wyszliśmy z cukierni
Poszliśmy tą
drogą co zawsze i pół godziny później byliśmy u mnie. Poszłam do pokoju,
wyjęłam nowe ubrania z toreb i wybrałam jedną z kupionych dzisiaj sukienek.
Rozłożyłam ją na łóżku, podeszłam do szafy i z najniższej półki wyjęłam moje
ulubione czarne szpilki. Jeśli szpilkami można je nazwać, nie były bardzo
wysokie, ani zbyt niskie, takie w sam raz. Zostawiłam wszystko w pokoju i
weszłam do łazienki. Wzięłam krótki, lecz dokładny prysznic, dokładnie umyłam
włosy, po czym wyszłam i owinęłam siebie i włosy ręcznikiem. Kiedy wyszłam
zauważyłam Justina siedzącego na mojej małej kanapie, stojącej w drugim końcu
pokoju. Widziałam jego uśmiech na twarzy, ale udawałam że nie zauważyłam tego
gestu.
- Juss, idź.
– zaśmiałam się – nie będę się przy tobie przebierać
Justin
zrobił minę szczeniaczka. Zgodziłam się żeby został a sama ukryłam się w
łazience i po trudach ubrałam się. Nie byłam jeszcze w sukience, miałam na
sobie tylko bieliznę. Wyjęłam suszarkę z koszyczka stojącego nad umywalką. Podłączyłam
do prądu i zaczęłam suszyć włosy, kiedy były na w pół suche zaprzestałam tej
czynności. Odłożyłam ją na miejsce i sięgnęłam po lokówkę i odżywkę do włosów.
Popsikałam je delikatnie i rozczesałam. Powoli robiły się suche. Sięgnęłam po
wyjętą i podłączoną do prądu wcześniej lokówkę. Podkręciłam końcówki. Wyglądało
nawet fajnie. Usiadłam na małym krzesełku i przy lustrze stojącym w roku łazienki.
Otworzyłam mój „magiczny” kuferek z kosmetykami. Nie chciałam robić z siebie
plastiku, dlatego użyłam pudru, tuszu do rzęs, eyeliner’a, błyszczyka, cienia i
trochę brokatu. Było okej, przynajmniej mi się podobało. Ale nadal miałam
problem. Musiałam przedostać się do pokoju po sukienkę. Postanowiłam nie spinać
się i po prostu wyszłam z łazienki biorąc sukienkę i wracając tam spowrotem. Założyłam
ją i poprawiłam dół, który strasznie się zawinął. W końcu mogłam w pełni gotowa
wyjść i pójść do Justina. Kiedy wyszłam ponownie siedział, tylko tym razem na
łóżku, które było oddalone od kanapy o jakąś całą długość pokoju.
- Ślicznie
wyglądasz – uśmiechnął się i objął mnie w talii
- Dziękuję. –
przegryzłam wargę, tak jak to często robiłam
- Chodź –
pociągnął mnie za rękę
Szybko
założyłam buty, wzięłam torebkę i moją skórzaną kurtkę. Wyszliśmy z domu, a już
minutę później siedzieliśmy w samochodzie Justina. Podróż nie trwała długo i
już po chwili wysiadaliśmy z samochodu.
- Zamknij
oczy – Justin zaśmiał się
- A czemuu? –
przedłużyłam zdanie
- Bo nie
będzie niespodzianki
Zrobiłam tak
jak prosił. Kiedy w końcu pozwolił mi je otworzyć, byłam w siódmym niebie. Tu było
cudownie.
- Justin, tu
jest ślicznie – przytuliłam go mocno
______________________________________________
i jak? proszę komentujcie, staram się ale nie widzę, żadnej
reakcji wskazującej na to, że wam się podoba bądź nie.
proszę dla was to sekunda a dla mnie powód do uśmiechu
następny rozdział = 2 bądź 3 komentarze :)
piątek, 13 grudnia 2013
Rozdział VI
SELENA
Przed
drzwiami stała Emily razem z Olivią i
Jack’iem. Byłam zdziwiona, ale wpuściłam ich do środka. Usiedliśmy razem w
salonie. Justin poszedł do kuchni zrobić im coś ciepłego do picia. Po chwili
wrócił.
- Emily, co
ty tu robisz? – spytałam, kiedy Juss podał Olivi kubek z herbatą
- Nie mogłam
tam zostać, chciałam cię poprosić o tym czasowy nocleg dla mnie i dzieci…
-
Oczywiście, że się zgadzam, ale czemu nie mogłaś tam zostać?
- To długa
historia. Mogę ci opowiedzieć, ale jak dzieci pójdą już spać. Nie chcę ich
dręczyć tym tematem.
Przytaknęłam.
Zabrałam wszystkich na górę. Emily zajęła swój stary pokój, a dzieci otrzymały
ten, w którym mieszkała Julie. Jack od razu padł na łóżko i usnął, Olivia
poszła w jego ślady i już po 10 minutach obydwoje słodko spali. Ponownie
zeszłam do salonu i usiadłam koło siostry.
- Naprawdę
chcesz wiedzieć? – zapytała odwracając głowę w moją stronę
- Chcę –
wzięłam ją za rękę – pomogę ci
- A więc
tak. Pamiętasz ten dzień, kiedy byłaś w Las Vegas i przyszłaś do mnie? Głupie
pytanie wiem, że pamiętasz. Wiem w jakim byłam stanie i w jakim były moje
dzieci. Przepraszam, że tak cię wtedy potraktowałam. Wiem także, że dzieciaki
poszły za tobą i Justinem. Domyślam się, że powiedziały ci jaka jest prawda,
ale…
- Ale?
- Ale, nie
powiedziały wszystkiego. Uciekłam stamtąd właśnie dlatego.
Jeszcze
przez dwie godziny rozmawiałam z siostrą. Wyjaśniła mi wszystko ja to
zrozumiałam. Chciałam ją wesprzeć, jakoś pomóc, ale nie miałam takiej
możliwości. Serce pękało mi na myśl o tym wszystkim, tak bardzo mnie to bolało.
W końcu zaprowadziłam Emily do jej pokoju. Wzięła prysznic i położyła się spać,
ja po jakimś czasie zrobiłam to samo.
*KILKA
MIESIĘCY PÓŹNIEJ*
Emily wraz z
dziećmi pomieszkała przez jakiś czas ze mną, ale w końcu stwierdziła, że musi
opuścić ten dom. Spakowała wszystkie swoje rzeczy i po prostu wyjechała. Nie
miałam możliwości zatrzymania jej, po co? I tak zrobiłaby to co zamierzała a ja
tylko bardziej bym się tym przejmowała i stresowała. Ogólnie te kilka miesięcy
dużo zmieniło w moim życiu. Justin
rozkręcił swoją „karierę” muzyczną. Zaczął nagrywać piosenki i
teledyski. Od zawsze wiedziałam, że ma talent, ale że coś z tego będzie? O tym
nie pomyślałabym nigdy w życiu. Ale stało się. Miał dla mnie coraz mniej czasu,
ale to chyba normalne. Był zajęty, nie ukrywam trochę mnie to bolało. Tego dnia
obudziłam się około 11. Ciepły blask słońca padał centralnie na moją twarz. Nie
miałam ochoty wstawać, było mi ciepło i wygodnie, ale nic nie trwa wiecznie.
Podniosłam się i poszłam do łazienki. Odprawiłam codzienne „rytuały”, ubrałam
się, związałam włosy w niechlujnego koka i zeszłam na dół. Zauważyłam Justina,
który siedział w salonie na kanapie zastanawiając się nad czymś.
- Justin, co
jest? – zapytałam siadając koło niego
- Bo… ja
muszę ci coś powiedzieć – zająkał się
- Słucham.
- Wyjeżdżam…
- spuścił głowę
- Co?!
- Muszę
wyjechać.
- Jak długo?
– zapytałam odwracając głowę, żeby nie widział łez, które wydostały się z moich
oczu
- Miesiąc,
albo dwa, nie wiem. Sel posłuchaj, muszę.
- Nic nie
mów, okej jedź! – krzyknęłam zła i wstałam z kanapy
- Czekaj! –
złapał mnie za rękę i z powrotem posadził koło siebie – Proszę cię, nie chcę
takiego pożegnania…
- Czemu
dopiero teraz mi o tym mówisz?! – nadal nie zniżałam tonu
- A kiedy
miałem to zrobić co?! Przy twojej siostrze, przy dzieciakach?! Wiedziałem, że
będzie to wyglądać tak jak teraz, dlatego!
- Wiesz co?
Mogłeś chociaż powiedzieć, że coś takiego może mieć miejsce, wcześniej a nie
teraz! Kiedy wyjeżdżasz?
- Dzisiaj…
- Cudownie!
Świetnie! Miłej zabawy ci życzę! – wstałam i pobiegłam do pokoju
Nie wiem co
mnie tak rozzłościło. Może to, że bałam się tego, że znajdzie jakąś inną
dziewczynę, lepszą, ładniejszą ode mnie a ja nie będę mu potrzebna i mnie
zostawi. Nie chciałam, żeby tak wyglądało nasze pożegnanie. Mógł powiedzieć
wcześniej, ale po co? Przecież mogę dowiedzieć się ostatnia w dzień wyjazdu.
Siedziałam sama przez jakąś godzinę. Co mogłam robić? Płakałam, nic innego mi
nie pozostało.
- Sel… -
usłyszałam Justina pod drzwiami
- Idź stąd!
- Proszę
wpuść mnie…
- Nie!
- Kochanie…
Chciałam być
silna, nie dać się tym słowom, które i tak zdawały się na nic, ale nie udało mi
się. Zmiękłam i otworzyłam drzwi.
- Czego
chcesz? – zapytałam oschło
-
Przepraszam… Mogłem wcześniej ci powiedzieć, ale nie zrobiłem tego. Naprawdę
nie chcę zostawiać cię wściekłej…
- Daj
spokój… to ja przepraszam, zrobiłam awanturę o nic tak naprawdę, ale…
- Ale?
- Ale boje
się, że jak pojedziesz to nie wrócisz do mnie. Będziesz mieć inną a ja pójdę w
odstawkę… - czułam jak kolejne łzy napływały mi do oczu
- Sel,
skarbie *przytulił mnie mocno* nigdy cię nie zostawię. Nie mógłbym znaleźć
sobie kogoś innego, to ty jesteś dla mnie najważniejsza, nie potrzebuje jakiś
innych – uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę
- Obiecaj…
- Obiecuję
Można
powiedzieć, że uwierzyłam. Jestem głupia, przecież, każdy wie jak to się
skończy, albo nie wróci wcale, albo z jakąś laską u boku. Szczerze mówiąc
powinnam wierzyć, ale w co? Mam wmawiać sobie coś, co nie jest pewne na 100%,
mam na siłę zmuszać siebie do wierzenia w te głupoty. Czas pokaże co się
wydarzy, mówią, że nikt nie ma na to wpływu, a jednak. To zależy ode mnie i
Justina. Od tego jak będziemy się zachowywać, jakie decyzje podejmować. To jest
jak najbardziej zależne, od ludzi, którzy czekają na to co się wydarzy. Nie
pozostawało mi nic innego, jak pomóc mu się spakować i pożegnać się. Tak też
zrobiłam. Godzinę później, miał już gotowe walizki i pakował je do samochodu.
Pojechałam z nim. Jakieś 15 minut później staliśmy na lotnisku.
- Wrócę
niedługo, obiecuję ci to – przytulił mnie mocno
- Mam
nadzieję… - kilka łez popłynęło mi po policzkach
- Nie płacz,
proszę, będziemy rozmawiać przez telefon, na skype, w ogóle wszędzie gdzie się
da. Ten czas minie ci bardzo szybko – uśmiechnął się i otarł strużki wody na
moich czerwonych polikach
- Będę
tęsknić – wymamrotałam przez łzy które bezustannie nachodziły mi do oczu
- Kocham cię
Sel – przytulił mnie jeszcze mocniej
Pożegnanie
nie trwało zbyt długo. Już minutę później, widziałam jak odchodzi, jak podaje
bilety i zabierają jego bagaże. Płakałam przez cały czas, ale nie mogłam iść
stamtąd wiedząc, że on nadal tam jest. Nie potrafię w pełni opisać tego, tego
strachu, że już nigdy mogę go nie zobaczyć, tego smutku, że zostałam sama, tego
bólu, który towarzyszy rozstaniu. Godzinę później byłam już w domu. Poszłam do
pokoju i położyłam się na łóżku z włączonym laptopem. Schowałam głowę w
poduszkę, jakbym bała się, że ktoś mnie zobaczy.
- Otrząśnij
się Sel! – takie myśli chodziły mi po głowie
No tak, mogę
mówić, ale nie zmienię tego co robię. Starałam zająć się czymś innym, ale nic
mi nie wychodziło. Co wzięłam do ręki to wypadało, nie miałam cierpliwości na
nic. W końcu wstałam z łóżka, wytarłam łzy chusteczką i zeszłam do kuchni.
Otworzyłam małą szafeczkę nad zlewem i wyjęłam z niej mój ulubiony
różowo-fioletowy kubek. Z innej szafki wyjęłam torebkę herbaty, która sekundę
później leżała w kubku. Zalałam ją wodą i posłodziłam. Była gorąca, dlatego
postawiłam ja na biurku i czekałam aż ostygnie. Odwiedziłam moje ulubione
strony internetowe, wśród nich były: twitter, facebook, instagram i ask. Na
które konto nie weszłam widziałam miliony wiadomości od „fanek” Justina z
prośbą o follow czy zaakceptowanie zaproszenia do znajomych. Postanowiłam, że
choć trochę je uszczęśliwię. Oczywiście follow ode mnie to nie to samo co od
Justina, ale wiem, że i z tego powodu się cieszyły, dlatego zaobserwowałam
wszystkich, którzy obserwowali mnie. Chwilę później dostałam masę tweet’ów z
podziękowaniami, na każdy odpowiedziałam. Choć trochę rozweseliło mnie to.
Zalogowałam się na skype i od razu zauważyłam, że Justin jest aktywny. Nie
chciałam pierwsza dzwonić i czekałam aż on to zrobi pierwszy. Tak jak
przypuszczałam, zrobił to. Odebrałam.
- Hej. –
powitał mnie uśmiechem na twarzy
- Hej Justin…
- trochę posmutniałam
- Co jest? Nie
smuć się proszę. – zrobił minę szczeniaczka błagającego o jedzenie
- Nie nic,
wszystko okej – uśmiechnęłam się – Jak lot?
- A nawet
dobrze, ogólnie ludzie fajni, ale był jakiś problem z samolotem i dlatego się
przedłużyło.
- Mam
nadzieję, że to nie było coś poważnego.
- Nie,
spokojnie – znowu się uśmiechnął
- Justin, no
chodź, nie mogę dłużej czekać… - usłyszałam głos jakiejś kobiety w tle
- Justin co
to do cholery ma znaczyć?! – krzyknęłam a w oczach momentalnie miałam ocean
- Sel,
skarbie, słuchaj to nie tak jak myślisz, wytłumaczę ci…
- Nie!
Dziękuję, wiem jak jest! – zamknęłam laptopa, tym samym rozłączając się
To było jak
uderzenie nożem prosto w brzuch. Może faktycznie powinnam dać mu wytłumaczyć,
może to jakaś babka od teledysku, jakaś modelka czy ktoś. Zaczęłam się nad tym
zastanawiać, ale to zdanie które wypowiedziała, no żadna kobieta z branży
muzycznej chyba by tak nie powiedziała. Nie mogłam usiedzieć w domu. Zabrałam
telefon z szafeczki, ubrałam czarną bluzę, buty i wyszłam z domu. Wychodząc z
posesji, nałożyłam bluzę i kaptur. Poszłam w miejsce, gdzie nikt nie przebywał,
gdzie mogłam się zaszyć i w ciszy i spokoju przemyśleć różne sprawy. Było już
ciemno, nawet to jeszcze lepiej, nikt mnie nie rozpozna. Po 20 minutach drogi
dotarłam na skałki. Kilka małych i dużych kamieni obok siebie. Coś w stylu „mini
gór”. Zawsze przychodziłam tu sama. Również tym razem usiadłam i schowałam twarz
w dłonie. Zaczął padać deszcz, co znacząco mi nie przeszkadzało. Nie
zamierzałam jak na razie się stamtąd ruszyć. Bluzę miałam już prawie
przemoczoną. W końcu poczułam zimno. Wstałam i wolnym krokiem skierowałam się w
stronę domu. Szłam spokojnie, patrząc na te ciche puste ulice. Było tak
pięknie. Każda z nich rozświetlona latarniami, aż nagle, wpadłam na kogoś.
-
Przepraszam – wymusiłam to z siebie nie mając ochoty na rozmowę z nikim przez
dłużej niż minutę
- Nie to ja
przepraszam – usłyszałam ciepły głos jakiegoś chłopaka – wszystko okej?
- Tak, jak
najbardziej. – nie chciałam podnosić głowy, ale jednak odruchowo to zrobiłam
- Jestem Nathan
– spojrzał również na mnie
- Sel, to
znaczy Selena – poprawiłam się szybko
- Jesteś
stąd?
- Tak, mieszkam
tu od urodzenia, a ty chyba niedawno się tutaj przeprowadziłeś prawda?
- Tak,
dokładniej dzisiaj – uśmiechnął się
Rozmowa
jeszcze chwilę się kleiła. Czas minął mi bardzo szybko. Rozmawiałam z nim ponad
godzinę. Wróciłam do domu. Była już 22. Poszłam pod prysznic, umyłam się
dokładnie, po czym odwiedziłam jeszcze raz serwisy społecznościowe, kolejne wiadomości widniały na moim profilu i w
prywatnych konwersacjach. Z jednej strony to takie miłe a z drugiej uciążliwe.
Chcę napisać do znajomej ale nie mogę, bo wszystko zawalone jest powiadomieniami
od jakichś kompletnie nieznanych mi dziewczyn. Nie miałam już siły, dlatego
wyłączyłam komputer i poszłam spać.
*NASTĘPNEGO
DNIA*
Obudziłam
się około 11, może chwilę po. Słońca nie było, zamiast niego na niebie kłębiły
się czarne chmury zapowiadające burzę i niezłą ulewę. Żadna radość z
wychodzenia dzisiaj na dwór. Chciałam ten dzień spędzić jakoś normalnie, ale
znowu moje myśli były poświęcone Justinowi. Żeby jakoś zapomnieć, włączyłam
sobie film na DVD, zrobiłam popcorn i w ulubionej piżamie usiadłam przed
telewizorem w moim pokoju. Cały dzień sama, cały dzień tylko dla mnie. Hm..?
Może dobrze, może źle, każdy odbierze to inaczej. Film trwał od dobrej godziny,
kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zebrałam swoje „zwłoki” z kanapy i poszłam
otworzyć. Zrobiłam to a tam stał Nathan.
- Hej –
powiedział uśmiechając się
- Hej – powiedziałam
nie wahając się
- Chcesz
gdzieś iść? Mieliśmy iść na jakieś
ciastko pamiętasz?
- O cholera…
zapomniałam, zresztą sam widzisz, jestem w piżamie, nieumalowana, nieubrana
kompletnie nic. Wejdź, a ja się szybko ogarnę.
Tak było. 30
minut później wychodziłam już z domu. Zaczęłam zastanawiać się, co ja właściwie
robię, po co ja z nim idę? Kilka tłumaczeń przyszło mi do głowy. Wmawiałam to
sobie, ale na marne. Wracając do tego co się wydarzyło. Poszliśmy do tej samej
cukierni, w której kilka miesięcy temu, byłam z Justinem. Widać, że pracownice
mnie pamiętały. Zrobiły srogą minę na mój widok, na co ja odpowiedziałam im
tylko uśmiechem. Co mogłam innego zrobić, podejść i zacząć się drzeć? Uznałyby
mnie za wariatkę, a przecież nią nie jestem. Usiedliśmy przy stoliku, a po
chwili złożyliśmy małe zamówienia. Rozmowa była dość sensowna, ale widziałam,
że Nathan jest już znudzony słuchaniem o mnie. Jakoś przetrwałam to spotkanie.
Praktycznie cały dzień spędziłam z nim, kiedy się ściemniło byłam już w domu.
Poszłam się przebrać i usiadłam do komputera. Na skype miałam wiadomość od
Justina. Od razu ją przeczytałam:
„Idź do salonu, na
odtwarzaczu DVD leży karteczka, proszę weź ją i przeczytaj.”
Jak kazał
tak zrobiłam. Zbiegłam po schodach, jak zwykle w piżamie, a właściwie samej
koszulce o kilka rozmiarów za dużej. Uklęknęłam do odtwarzacza filmów i
wyciągnęłam malutką karteczkę, dokładnie tak jak Justin mówił, wzięłam
otworzyłam i zaczęłam czytać, niewiele tam było napisane, a dokładnie to:
„ODWRÓĆ SIĘ SEL. JUSTIN”
Po raz
kolejny zrobiłam tak jak prosił, odwróciłam się, a wtedy doznałam szoku,
dokładnie przede mną….
_________________________________________________
trochę zmian się narobiło :) następny rozdział pojawi się jak
będą dwa komentarze :) taki tam szantaż
Subskrybuj:
Posty (Atom)