sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział VII

SELENA

Po raz kolejny zrobiłam tak, jak prosił, odwróciłam się, a wtedy doznałam szoku, dokładnie przede mną stał Justin. Od razu uśmiech zawitał na mojej twarzy.
- Justin, co ty tu robisz? – zapytałam przytulając chłopaka
- Pamiętasz naszą rozmowę na skype? Rozłączyłaś się, a ja chciałem ci wszystko wytłumaczyć. Pozwolisz mi? – zapytał obejmując mnie w talii
- Słucham…
- Ta kobieta którą słyszałaś to Alice. Ona jest od teledysków, ogólnie od takich rzeczy. Wczoraj kręciliśmy teledysk, a dzisiaj rano przyleciałem tutaj, żeby ci o tym powiedzieć, nie mogłem się z tobą skontaktować…
- Przepraszam, nie powinnam tak reagować, zachowałam się jak dziecko. – spuściłam głowę
- Przestań, wcale nie. – stanowczo zaprzeczył moim słowom
- Tak, usłyszałam coś i po prostu cię olałam… i jeszcze przeze mnie nie możesz do końca nakręcić teledysku
- Już nakręcony, ale to i tak nie ważne..
- Co? Czemu?
- Moja „kariera” jest zakończona…
- Dlaczego?
- Mają zbyt duże urwanie głowy, nie mają czasu na kogoś „nowego”
- Przykro mi…
- Ale to lepiej, i tak nie wyszłoby nic z tego. To jest za duża presja ogólnie mega stres, nie umiem tego znosić, to nawet lepiej
To był już kompletny szok. Najpierw Justin niespodziewanie pojawia się u mnie w domu, potem oznajmia mi, że koniec z tym co zaczął. Zastanawiałam się co jeszcze będzie, ale z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Przeszłam przez salon i otworzyłam.
- Jest może Justin? – zapytała dość wysoka blondynka o niebieskich oczach
- Słucham? Kim w ogóle pani jest?
- Ja nie do ciebie, tylko Justina, jest?
- Sel, kto to? – Justin podszedł do mnie i sam zdziwił się widząc dziewczynę
- Twierdzi, że do ciebie.. – odpowiedziałam oschle ze złością malującą mi się na twarzy
- Proszę bardzo – nieznajoma podała Justinowi jakąś kopertę, po czym szybko odeszła
Zamknęłam drzwi, i poszłam do salonu, gdzie siedział Juss.
- Co to? – zapytałam siadając koło niego
- Nie wiem, ja nawet nie wiem kim ona była
- Otwórz i zobacz – próbowałam go zachęcić do spojrzenia na to co jest w środku
Chwilę się wahał, ale w końcu rozkleił kopertę i wyjął z niej zdjęcie jakiegoś dziecka. Po raz kolejny dzisiaj wydarzyło się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała.
- Justin co to za dziecko?!
- Ja… ja sam nie wiem!
Zrobiło mi się tak przykro. Od razu pomyślałam, że to jego dziecko. Kto wie, jak zabawiał się, zanim mnie poznał. W końcu z takimi kolegami jakich miał, nie mógł się nudzić. Pobiegłam do pokoju i szczelnie się w nim zamknęłam. Było już późno, dlatego zapaliłam światło i oparłam się o ścianę. Zapowiadał się cudowny wieczór, a tutaj, taka super niespodzianka.
- Co to ma znaczyć? Czemu to wszystko spotyka mnie? – wymamrotałam osuwając się na podłogę
Nie miałam najmniejszej ochoty widzieć teraz Justina, wiedziałam, że i to będzie chciał wytłumaczyć, ale czy dziewczyna przychodzi do obcego chłopaka i daje mu zdjęcie jakiegoś małego dziecka? Od tak. No to nie było normalne. Tysiące myśli przelatywało mi przez głowę. Poczułam jak kilka łez naleciało mi do oczu. Szybko je wytarłam, ale to nic nie dało, na ich miejscu zaraz pojawiły się nowe, i tak w kółko. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Sel… otwórz – usłyszałam czuły głos Justina
- Nie! – krzyknęłam a kolejne łzy zebrały mi się w oczach
Siedziałam tam jeszcze chwilę, wiedząc, że stoi przed drzwiami, dlatego wstałam, otworzyłam je, wpuściłam go i usiadłam na malutkiej kanapie, stojącej naprzeciwko telewizora.  Milczałam, nie chciałam zadawać pytań, chciałam tylko, żeby sam coś powiedział.
- Kochanie, ja naprawdę nie wiem kto to był. Gdybym chociaż znał jej imię, powiedziałbym ci. Jaki mam cel w okłamywaniu cię, po co bym to robił? Jaką radość bym czerpał z tego że cię to rani? Proszę zrozum…
- Jak ty byś zareagował, gdyby jakiś facet przyszedł do mojego domu i dał mi zdjęcie dziecka… co byś pomyślał?
- Nie wiem, nie umiem postawić się w takiej sytuacji.
- No właśnie, jaką mam pewność, że nie kłamiesz?
- Zależy od ciebie, czy mi ufasz.
- Ufam, ale ciągle dzieje się coś nowego, ciągle doznaje szoku, mam wrażenie, że wcale cię nie znam. Powiedz mi wszystko o sobie, a dokładniej to, czego nie wiem, proszę.
- Wiesz wszystko, naprawdę.
- Nie masz gdzieś ukrytej żony, jakiejś trójki dzieci czy bóg wie czego jeszcze?
- Nie, niczego takiego.
Nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam go. Nie wiedziałam czy mówi prawdę, czy kłamie, ale ufałam mu, i miałam nadzieję, że nie okłamuje mnie. Wtedy postawiłam sobie za cel, odnaleźć tą kobietę i porozmawiać z nią. Wiem, że ona może mnie okłamać lub wcisnąć tani kit, ale chciałam po prostu wiedzieć, czego chciała i co to za dziecko ze zdjęcia. Nadal w głowie kłębiły mi się czarne myśli. Jak zwykle te najsmutniejsze. Czemu? Nawet ja tego nie wiem. Teraz pewnie pomyślicie, idiotka, wariatka, psychol albo coś jeszcze, ale nie. Ja już tak mam, nie potrafię patrzeć na świat z optymizmem. Nigdy nie umiałam, nie miał kto mnie tego nauczyć, wiecznie byłam smutna i przybita, jak miałam się cieszyć? Czym? Wiecznie byłam sama, nie miałam znajomych a co dopiero przyjaciół, rodzina zastępowała mi znajomych, dosłownie. Nigdy nie wychodziłam z domu, zawsze byłam tą grzeczną. Nie umiałam odpowiedzieć komuś w dokuczliwy sposób. Justin, to zaakceptował, a dzięki niemu, otworzyłam się trochę na ludzi. To dodało mi trochę pewności siebie, ale to nie zmieni tego, że jestem pesymistką. W każdej sytuacji widzę najtragiczniejsze wyjścia. Ale wróćmy do tego co było potem. Jeszcze chwilę siedzieliśmy w moim pokoju, aż w końcu znudziło mi się to i poprosiłam Justina, żeby poszedł ze mną w pewne miejsce. Zgodził się od razu. Założyłam bluzę i buty i wyszliśmy.  Chciałam zabrać go w moje ulubione miejsce. Udało  mi się, pod niedługim czasie byliśmy tam.
- Tu jest pięknie – skomentował otoczenie – skąd o tym wiesz?
- Przychodziłam tutaj prawie codziennie, wczoraj też byłam. Zobacz.. – wskazałam palcem na urywający się liść z drzewa – człowiek jest właśnie jak taki liść. Kiedy ma kogoś bliskiego, to on go trzyma, ale jak puści, to upadnie i nie poradzi sobie sam.
- Masz rację – złapał mnie za rękę
-  Ale nie o tym chciałam z tobą pogadać. Chodzi o tą dziewczynę dzisiaj.
- Sel, daj jej już spokój, zapomnij o niej ja już to zrobiłem.
- Nie można o kimś tak po prostu zapomnieć, nie da się. Ja tylko chcę znać prawdę. Znasz ją?
- Ja… tak, znam ją….
- To czemu się wypierałeś jak pytałam wcześniej?
- Bo nie chciałem żadnej kłótni. Tak, znam ją, ale tylko z widzenia, nie mam z nią nic wspólnego, nawet nigdy nie gadaliśmy.
- Masz coś na sumieniu? – zapytałam swoim spokojnym głosem
- Nie, skądże
- Powiedz mi jak ona się nazywa, tylko tyle chcę, reszta mnie nie obchodzi.
- Po co?
- Po prostu mi powiedz.
- Vanessa Colins
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niego
Posiedzieliśmy tam jeszcze chwilę, a potem wróciliśmy do domu. Byłam padnięta, dlatego, kiedy tylko położyłam się na łóżku usnęłam

 *NASTĘPNY DZIEŃ*

Obudziłam się, kiedy Justin jeszcze spał. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam do kuchni, zrobić śniadanie. Wyjęłam z szafki składniki potrzebne do zrobienia naleśników i powoli postępowałam zgodnie z przepisem ich przygotowania. Kilka przypaliłam, dlatego dorobiłam ciasta i zrobiłam świeże i odpowiednio przysmażone. Kiedy były już gotowe, Justin zszedł do mnie i razem zjedliśmy śniadanie.
- Mam dla ciebie niespodziankę – uśmiechnął się do mnie
- Jaką? – zapytałam z ogromną ciekawością w głosie kończąc naleśnika
- Aaa, nie powiem ci, niespodzianka to niespodzianka – zaśmiał się
- Wiesz, że nienawidzę czekać prawda?
- Wiem i dlatego dzisiaj nauczę cię cierpliwości, a do tego czasu co chcesz robić?
- Zakupy – uśmiechnęłam się
- Okej, pojedziemy. Zbieraj się.
Zrobiła lekki makijaż, wypsikałam się perfumami, założyłam buty i jeansową kurtkę i razem z Jussem wsiadłam do samochodu.  Podróż minęła mi bardzo szybko i nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Jak zawsze przeleciałam wszystkie sklepy z fajnymi ubraniami. Justin tylko mówił mi w czym wyglądam dobrze a w czym trochę gorzej. Ceniłam to, bo był szczery, sama rozumiem, że niektóre kolory bluzek czy sukienek wyglądają fajnie tylko na wieszaku, albo mają zły krój na człowieku. Parę godzin później, miałam już kilka toreb z nowymi ubraniami, Justin również zakupił sobie kilka fajnych rzeczy. Na sam koniec poszliśmy do cukierni, w której kiedyś z nim byłam, a wczoraj siedziałam tam z Nathanem. Kiedy tylko weszliśmy, pracownice zaczęły gadać coś pod nosem, wiedziałam doskonale, że chodzi o mnie. Nie podobało im się, że za każdym razem jestem tu z kimś innym. Miałam ochotę podejść do nich i powiedzieć, żeby nie wcinały się w nieswoje sprawy. Powstrzymałam się. Po złożeniu małego zamówienia, zauważyłam Nathana wchodzącego do środka. Całe szczęście siedziałam tyłem i miałam nadzieję, że mnie nie zobaczy. Ku mojemu zdziwieniu znał Justina. Podszedł do niego i przywitał się.
- Siema Nat – Justin przywitał się z nim jak ze starym znajomym
- Siema, co tam u ciebie? – Nathan stał z Jussem koło mnie i od razu zorientował się, że mnie zna
- Nie no ok, a właśnie, to moja dziewczyna Sel. – uśmiechnął się
- Sel? My się znamy – od razu spojrzał na mnie
- Serio? Skąd? – Justin odszedł z nim na bok
Nie słyszałam co dokładnie mówił, ale nie wyglądało to na zwyczajną rozmowę kumpla z kumplem, ale nie moja sprawa nie chciałam się wtrącać. Chwilę później pracownica cukierni przyniosła ciastka i herbatę. Siedziałam dość krótko sama, aż w końcu Justin wrócił.
- Sel, skarbie, proszę cię trzymaj się jak najdalej od Nathana – złapał mnie za rękę
- Co? Jak to? Czemu? – zaczęłam dopytywać
- On jest niebezpieczny. Szuka takich jak ty, a potem je wykorzystuje.
- Takich jak ja, czyli jakich? – zapytałam z niedowierzaniem
- Młodych, ślicznych, spokojnych, proszę… nie chcę żebyś skończyła jak dziewczyny, które już wykorzystał, a potem po prostu zabił
- Co? – te słowa zaniepokoiły mnie jak żadne inne
- Tak… najpierw poznaje jakąś dziewczynę, potem się z nią zaprzyjaźnia, a potem to już tylko wykorzystuje, przetrzymuje, a potem zabija. Trzymaj się od niego daleko, to nie żarty.
- O boże.. oczywiście.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę rozmawiając. Nadal myślałam o Nathan’ie. Bałam się, że zrobi ze mną to co z innymi dziewczynami. Znowu miałam najgorsze scenariusze w głowie. Wiedział gdzie mieszkam, jak się nazywam mógł mi coś zrobić kiedy tylko będzie chciał, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.
- Wszystko okej? – Justin spojrzał na mnie i wiedziałam, że widać stres na mojej twarzy
- Tak jasne, a teraz zdradzisz mi co to za niespodzianka? – uśmiechnęłam się słodko
- A no tak! – udawał że zapomniał – idziemy do domu, przebierz się w coś wizytowego
- No powiedz mi co to – powiedziałam jak 5 letnia dziewczynka
- Nie mogę, chodź – wziął mnie za rękę i wyszliśmy z cukierni
Poszliśmy tą drogą co zawsze i pół godziny później byliśmy u mnie. Poszłam do pokoju, wyjęłam nowe ubrania z toreb i wybrałam jedną z kupionych dzisiaj sukienek. Rozłożyłam ją na łóżku, podeszłam do szafy i z najniższej półki wyjęłam moje ulubione czarne szpilki. Jeśli szpilkami można je nazwać, nie były bardzo wysokie, ani zbyt niskie, takie w sam raz. Zostawiłam wszystko w pokoju i weszłam do łazienki. Wzięłam krótki, lecz dokładny prysznic, dokładnie umyłam włosy, po czym wyszłam i owinęłam siebie i włosy ręcznikiem. Kiedy wyszłam zauważyłam Justina siedzącego na mojej małej kanapie, stojącej w drugim końcu pokoju. Widziałam jego uśmiech na twarzy, ale udawałam że nie zauważyłam tego gestu.
- Juss, idź. – zaśmiałam się – nie będę się przy tobie przebierać
Justin zrobił minę szczeniaczka. Zgodziłam się żeby został a sama ukryłam się w łazience i po trudach ubrałam się. Nie byłam jeszcze w sukience, miałam na sobie tylko bieliznę. Wyjęłam suszarkę z koszyczka stojącego nad umywalką. Podłączyłam do prądu i zaczęłam suszyć włosy, kiedy były na w pół suche zaprzestałam tej czynności. Odłożyłam ją na miejsce i sięgnęłam po lokówkę i odżywkę do włosów. Popsikałam je delikatnie i rozczesałam. Powoli robiły się suche. Sięgnęłam po wyjętą i podłączoną do prądu wcześniej lokówkę. Podkręciłam końcówki. Wyglądało nawet fajnie. Usiadłam na małym krzesełku i przy lustrze stojącym w roku łazienki. Otworzyłam mój „magiczny” kuferek z kosmetykami. Nie chciałam robić z siebie plastiku, dlatego użyłam pudru, tuszu do rzęs, eyeliner’a, błyszczyka, cienia i trochę brokatu. Było okej, przynajmniej mi się podobało. Ale nadal miałam problem. Musiałam przedostać się do pokoju po sukienkę. Postanowiłam nie spinać się i po prostu wyszłam z łazienki biorąc sukienkę i wracając tam spowrotem. Założyłam ją i poprawiłam dół, który strasznie się zawinął. W końcu mogłam w pełni gotowa wyjść i pójść do Justina. Kiedy wyszłam ponownie siedział, tylko tym razem na łóżku, które było oddalone od kanapy o jakąś całą długość pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – uśmiechnął się i objął mnie w talii
- Dziękuję. – przegryzłam wargę, tak jak to często robiłam
- Chodź – pociągnął mnie za rękę
Szybko założyłam buty, wzięłam torebkę i moją skórzaną kurtkę. Wyszliśmy z domu, a już minutę później siedzieliśmy w samochodzie Justina. Podróż nie trwała długo i już po chwili wysiadaliśmy z samochodu.
- Zamknij oczy – Justin zaśmiał się
- A czemuu? – przedłużyłam zdanie
- Bo nie będzie niespodzianki
Zrobiłam tak jak prosił. Kiedy w końcu pozwolił mi je otworzyć, byłam w siódmym niebie. Tu było cudownie.

- Justin, tu jest ślicznie – przytuliłam go mocno 

______________________________________________
i jak? proszę komentujcie, staram się ale nie widzę, żadnej 
reakcji wskazującej na to, że wam się podoba bądź nie. 
proszę dla was to sekunda a dla mnie powód do uśmiechu 
następny rozdział = 2 bądź 3 komentarze :)

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział VI

SELENA

Przed drzwiami stała Emily razem z Olivią  i Jack’iem. Byłam zdziwiona, ale wpuściłam ich do środka. Usiedliśmy razem w salonie. Justin poszedł do kuchni zrobić im coś ciepłego do picia. Po chwili wrócił.
- Emily, co ty tu robisz? – spytałam, kiedy Juss podał Olivi kubek z herbatą
- Nie mogłam tam zostać, chciałam cię poprosić o tym czasowy nocleg dla mnie i dzieci…
- Oczywiście, że się zgadzam, ale czemu nie mogłaś tam zostać?
- To długa historia. Mogę ci opowiedzieć, ale jak dzieci pójdą już spać. Nie chcę ich dręczyć tym tematem.
Przytaknęłam. Zabrałam wszystkich na górę. Emily zajęła swój stary pokój, a dzieci otrzymały ten, w którym mieszkała Julie. Jack od razu padł na łóżko i usnął, Olivia poszła w jego ślady i już po 10 minutach obydwoje słodko spali. Ponownie zeszłam do salonu i usiadłam koło siostry.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytała odwracając głowę w moją stronę
- Chcę – wzięłam ją za rękę – pomogę ci
- A więc tak. Pamiętasz ten dzień, kiedy byłaś w Las Vegas i przyszłaś do mnie? Głupie pytanie wiem, że pamiętasz. Wiem w jakim byłam stanie i w jakim były moje dzieci. Przepraszam, że tak cię wtedy potraktowałam. Wiem także, że dzieciaki poszły za tobą i Justinem. Domyślam się, że powiedziały ci jaka jest prawda, ale…
- Ale?
- Ale, nie powiedziały wszystkiego. Uciekłam stamtąd właśnie dlatego.
Jeszcze przez dwie godziny rozmawiałam z siostrą. Wyjaśniła mi wszystko ja to zrozumiałam. Chciałam ją wesprzeć, jakoś pomóc, ale nie miałam takiej możliwości. Serce pękało mi na myśl o tym wszystkim, tak bardzo mnie to bolało. W końcu zaprowadziłam Emily do jej pokoju. Wzięła prysznic i położyła się spać, ja po jakimś czasie zrobiłam to samo.

*KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ*

Emily wraz z dziećmi pomieszkała przez jakiś czas ze mną, ale w końcu stwierdziła, że musi opuścić ten dom. Spakowała wszystkie swoje rzeczy i po prostu wyjechała. Nie miałam możliwości zatrzymania jej, po co? I tak zrobiłaby to co zamierzała a ja tylko bardziej bym się tym przejmowała i stresowała. Ogólnie te kilka miesięcy dużo zmieniło w moim życiu. Justin  rozkręcił swoją „karierę” muzyczną. Zaczął nagrywać piosenki i teledyski. Od zawsze wiedziałam, że ma talent, ale że coś z tego będzie? O tym nie pomyślałabym nigdy w życiu. Ale stało się. Miał dla mnie coraz mniej czasu, ale to chyba normalne. Był zajęty, nie ukrywam trochę mnie to bolało. Tego dnia obudziłam się około 11. Ciepły blask słońca padał centralnie na moją twarz. Nie miałam ochoty wstawać, było mi ciepło i wygodnie, ale nic nie trwa wiecznie. Podniosłam się i poszłam do łazienki. Odprawiłam codzienne „rytuały”, ubrałam się, związałam włosy w niechlujnego koka i zeszłam na dół. Zauważyłam Justina, który siedział w salonie na kanapie zastanawiając się nad czymś.
- Justin, co jest? – zapytałam siadając koło niego
- Bo… ja muszę ci coś powiedzieć – zająkał się
- Słucham.
- Wyjeżdżam… - spuścił głowę
- Co?!
- Muszę wyjechać.
- Jak długo? – zapytałam odwracając głowę, żeby nie widział łez, które wydostały się z moich oczu
- Miesiąc, albo dwa, nie wiem. Sel posłuchaj, muszę.
- Nic nie mów, okej jedź! – krzyknęłam zła i wstałam z kanapy
- Czekaj! – złapał mnie za rękę i z powrotem posadził koło siebie – Proszę cię, nie chcę takiego pożegnania…
- Czemu dopiero teraz mi o tym mówisz?! – nadal nie zniżałam tonu
- A kiedy miałem to zrobić co?! Przy twojej siostrze, przy dzieciakach?! Wiedziałem, że będzie to wyglądać tak jak teraz, dlatego!
- Wiesz co? Mogłeś chociaż powiedzieć, że coś takiego może mieć miejsce, wcześniej a nie teraz! Kiedy wyjeżdżasz?
- Dzisiaj…
- Cudownie! Świetnie! Miłej zabawy ci życzę! – wstałam i pobiegłam do pokoju
Nie wiem co mnie tak rozzłościło. Może to, że bałam się tego, że znajdzie jakąś inną dziewczynę, lepszą, ładniejszą ode mnie a ja nie będę mu potrzebna i mnie zostawi. Nie chciałam, żeby tak wyglądało nasze pożegnanie. Mógł powiedzieć wcześniej, ale po co? Przecież mogę dowiedzieć się ostatnia w dzień wyjazdu. Siedziałam sama przez jakąś godzinę. Co mogłam robić? Płakałam, nic innego mi nie pozostało.
- Sel… - usłyszałam Justina pod drzwiami
- Idź stąd!
- Proszę wpuść mnie…
- Nie!
- Kochanie…
Chciałam być silna, nie dać się tym słowom, które i tak zdawały się na nic, ale nie udało mi się. Zmiękłam i otworzyłam drzwi.
- Czego chcesz? – zapytałam oschło
- Przepraszam… Mogłem wcześniej ci powiedzieć, ale nie zrobiłem tego. Naprawdę nie chcę zostawiać cię wściekłej…
- Daj spokój… to ja przepraszam, zrobiłam awanturę o nic tak naprawdę, ale…
- Ale?
- Ale boje się, że jak pojedziesz to nie wrócisz do mnie. Będziesz mieć inną a ja pójdę w odstawkę… - czułam jak kolejne łzy napływały mi do oczu
- Sel, skarbie *przytulił mnie mocno* nigdy cię nie zostawię. Nie mógłbym znaleźć sobie kogoś innego, to ty jesteś dla mnie najważniejsza, nie potrzebuje jakiś innych – uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę
- Obiecaj…
- Obiecuję
Można powiedzieć, że uwierzyłam. Jestem głupia, przecież, każdy wie jak to się skończy, albo nie wróci wcale, albo z jakąś laską u boku. Szczerze mówiąc powinnam wierzyć, ale w co? Mam wmawiać sobie coś, co nie jest pewne na 100%, mam na siłę zmuszać siebie do wierzenia w te głupoty. Czas pokaże co się wydarzy, mówią, że nikt nie ma na to wpływu, a jednak. To zależy ode mnie i Justina. Od tego jak będziemy się zachowywać, jakie decyzje podejmować. To jest jak najbardziej zależne, od ludzi, którzy czekają na to co się wydarzy. Nie pozostawało mi nic innego, jak pomóc mu się spakować i pożegnać się. Tak też zrobiłam. Godzinę później, miał już gotowe walizki i pakował je do samochodu. Pojechałam z nim. Jakieś 15 minut później staliśmy na lotnisku.
- Wrócę niedługo, obiecuję ci to – przytulił mnie mocno
- Mam nadzieję… - kilka łez popłynęło mi po policzkach
- Nie płacz, proszę, będziemy rozmawiać przez telefon, na skype, w ogóle wszędzie gdzie się da. Ten czas minie ci bardzo szybko – uśmiechnął się i otarł strużki wody na moich czerwonych polikach
- Będę tęsknić – wymamrotałam przez łzy które bezustannie nachodziły mi do oczu
- Kocham cię Sel – przytulił mnie jeszcze mocniej
Pożegnanie nie trwało zbyt długo. Już minutę później, widziałam jak odchodzi, jak podaje bilety i zabierają jego bagaże. Płakałam przez cały czas, ale nie mogłam iść stamtąd wiedząc, że on nadal tam jest. Nie potrafię w pełni opisać tego, tego strachu, że już nigdy mogę go nie zobaczyć, tego smutku, że zostałam sama, tego bólu, który towarzyszy rozstaniu. Godzinę później byłam już w domu. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku z włączonym laptopem. Schowałam głowę w poduszkę, jakbym bała się, że ktoś mnie zobaczy.
- Otrząśnij się Sel! – takie myśli chodziły mi po głowie
No tak, mogę mówić, ale nie zmienię tego co robię. Starałam zająć się czymś innym, ale nic mi nie wychodziło. Co wzięłam do ręki to wypadało, nie miałam cierpliwości na nic. W końcu wstałam z łóżka, wytarłam łzy chusteczką i zeszłam do kuchni. Otworzyłam małą szafeczkę nad zlewem i wyjęłam z niej mój ulubiony różowo-fioletowy kubek. Z innej szafki wyjęłam torebkę herbaty, która sekundę później leżała w kubku. Zalałam ją wodą i posłodziłam. Była gorąca, dlatego postawiłam ja na biurku i czekałam aż ostygnie. Odwiedziłam moje ulubione strony internetowe, wśród nich były: twitter, facebook, instagram i ask. Na które konto nie weszłam widziałam miliony wiadomości od „fanek” Justina z prośbą o follow czy zaakceptowanie zaproszenia do znajomych. Postanowiłam, że choć trochę je uszczęśliwię. Oczywiście follow ode mnie to nie to samo co od Justina, ale wiem, że i z tego powodu się cieszyły, dlatego zaobserwowałam wszystkich, którzy obserwowali mnie. Chwilę później dostałam masę tweet’ów z podziękowaniami, na każdy odpowiedziałam. Choć trochę rozweseliło mnie to. Zalogowałam się na skype i od razu zauważyłam, że Justin jest aktywny. Nie chciałam pierwsza dzwonić i czekałam aż on to zrobi pierwszy. Tak jak przypuszczałam, zrobił to. Odebrałam.
- Hej. – powitał mnie uśmiechem na twarzy
- Hej Justin… - trochę posmutniałam
- Co jest? Nie smuć się proszę. – zrobił minę szczeniaczka błagającego o jedzenie
- Nie nic, wszystko okej – uśmiechnęłam się – Jak lot?
- A nawet dobrze, ogólnie ludzie fajni, ale był jakiś problem z samolotem i dlatego się przedłużyło.
- Mam nadzieję, że to nie było coś poważnego.
- Nie, spokojnie – znowu się uśmiechnął
- Justin, no chodź, nie mogę dłużej czekać… - usłyszałam głos jakiejś kobiety w tle
- Justin co to do cholery ma znaczyć?! – krzyknęłam a w oczach momentalnie miałam ocean
- Sel, skarbie, słuchaj to nie tak jak myślisz, wytłumaczę ci…
- Nie! Dziękuję, wiem jak jest! – zamknęłam laptopa, tym samym rozłączając się
To było jak uderzenie nożem prosto w brzuch. Może faktycznie powinnam dać mu wytłumaczyć, może to jakaś babka od teledysku, jakaś modelka czy ktoś. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, ale to zdanie które wypowiedziała, no żadna kobieta z branży muzycznej chyba by tak nie powiedziała. Nie mogłam usiedzieć w domu. Zabrałam telefon z szafeczki, ubrałam czarną bluzę, buty i wyszłam z domu. Wychodząc z posesji, nałożyłam bluzę i kaptur. Poszłam w miejsce, gdzie nikt nie przebywał, gdzie mogłam się zaszyć i w ciszy i spokoju przemyśleć różne sprawy. Było już ciemno, nawet to jeszcze lepiej, nikt mnie nie rozpozna. Po 20 minutach drogi dotarłam na skałki. Kilka małych i dużych kamieni obok siebie. Coś w stylu „mini gór”. Zawsze przychodziłam tu sama. Również tym razem usiadłam i schowałam twarz w dłonie. Zaczął padać deszcz, co znacząco mi nie przeszkadzało. Nie zamierzałam jak na razie się stamtąd ruszyć. Bluzę miałam już prawie przemoczoną. W końcu poczułam zimno. Wstałam i wolnym krokiem skierowałam się w stronę domu. Szłam spokojnie, patrząc na te ciche puste ulice. Było tak pięknie. Każda z nich rozświetlona latarniami, aż nagle, wpadłam na kogoś.
- Przepraszam – wymusiłam to z siebie nie mając ochoty na rozmowę z nikim przez dłużej niż minutę
- Nie to ja przepraszam – usłyszałam ciepły głos jakiegoś chłopaka – wszystko okej?
- Tak, jak najbardziej. – nie chciałam podnosić głowy, ale jednak odruchowo to zrobiłam
- Jestem Nathan – spojrzał również na mnie
- Sel, to znaczy Selena – poprawiłam się szybko
- Jesteś stąd?
- Tak, mieszkam tu od urodzenia, a ty chyba niedawno się tutaj przeprowadziłeś prawda?
- Tak, dokładniej dzisiaj – uśmiechnął się
Rozmowa jeszcze chwilę się kleiła. Czas minął mi bardzo szybko. Rozmawiałam z nim ponad godzinę. Wróciłam do domu. Była już 22. Poszłam pod prysznic, umyłam się dokładnie, po czym odwiedziłam jeszcze raz serwisy społecznościowe, kolejne  wiadomości widniały na moim profilu i w prywatnych konwersacjach. Z jednej strony to takie miłe a z drugiej uciążliwe. Chcę napisać do znajomej ale nie mogę, bo wszystko zawalone jest powiadomieniami od jakichś kompletnie nieznanych mi dziewczyn. Nie miałam już siły, dlatego wyłączyłam komputer i poszłam spać.


*NASTĘPNEGO DNIA*


Obudziłam się około 11, może chwilę po. Słońca nie było, zamiast niego na niebie kłębiły się czarne chmury zapowiadające burzę i niezłą ulewę. Żadna radość z wychodzenia dzisiaj na dwór. Chciałam ten dzień spędzić jakoś normalnie, ale znowu moje myśli były poświęcone Justinowi. Żeby jakoś zapomnieć, włączyłam sobie film na DVD, zrobiłam popcorn i w ulubionej piżamie usiadłam przed telewizorem w moim pokoju. Cały dzień sama, cały dzień tylko dla mnie. Hm..? Może dobrze, może źle, każdy odbierze to inaczej. Film trwał od dobrej godziny, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zebrałam swoje „zwłoki” z kanapy i poszłam otworzyć. Zrobiłam to a tam stał Nathan.
- Hej – powiedział uśmiechając się
- Hej – powiedziałam nie wahając się
- Chcesz gdzieś iść? Mieliśmy iść  na jakieś ciastko pamiętasz?
- O cholera… zapomniałam, zresztą sam widzisz, jestem w piżamie, nieumalowana, nieubrana kompletnie nic. Wejdź, a ja się szybko ogarnę.
Tak było. 30 minut później wychodziłam już z domu. Zaczęłam zastanawiać się, co ja właściwie robię, po co ja z nim idę? Kilka tłumaczeń przyszło mi do głowy. Wmawiałam to sobie, ale na marne. Wracając do tego co się wydarzyło. Poszliśmy do tej samej cukierni, w której kilka miesięcy temu, byłam z Justinem. Widać, że pracownice mnie pamiętały. Zrobiły srogą minę na mój widok, na co ja odpowiedziałam im tylko uśmiechem. Co mogłam innego zrobić, podejść i zacząć się drzeć? Uznałyby mnie za wariatkę, a przecież nią nie jestem. Usiedliśmy przy stoliku, a po chwili złożyliśmy małe zamówienia. Rozmowa była dość sensowna, ale widziałam, że Nathan jest już znudzony słuchaniem o mnie. Jakoś przetrwałam to spotkanie. Praktycznie cały dzień spędziłam z nim, kiedy się ściemniło byłam już w domu. Poszłam się przebrać i usiadłam do komputera. Na skype miałam wiadomość od Justina. Od razu ją przeczytałam:

„Idź do salonu, na odtwarzaczu DVD leży karteczka, proszę weź ją i przeczytaj.”

Jak kazał tak zrobiłam. Zbiegłam po schodach, jak zwykle w piżamie, a właściwie samej koszulce o kilka rozmiarów za dużej. Uklęknęłam do odtwarzacza filmów i wyciągnęłam malutką karteczkę, dokładnie tak jak Justin mówił, wzięłam otworzyłam i zaczęłam czytać, niewiele tam było napisane, a dokładnie to:

„ODWRÓĆ SIĘ SEL. JUSTIN”


Po raz kolejny zrobiłam tak jak prosił, odwróciłam się, a wtedy doznałam szoku, dokładnie przede mną….



_________________________________________________
    trochę zmian się narobiło :) następny rozdział pojawi się jak
    będą dwa komentarze :) taki tam szantaż  

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział V

SELENA
Bałam się jak nigdy dotąd. Po raz kolejny Justin pobił się z jakiś gorylem z mojego powodu. A jakby coś mu się stało? Nie powinien tego robić. Byłam mu bardzo wdzięczna. Po jakichś 30 minutach obcy mężczyzna wyszedł z naszego pokoju.
- Justin wszystko ok? – zapytałam zapłakana Justina, który siedział na krześle
- Oczywiście – uśmiechnął się do mnie – Masz rozcięte czoło.
- Wiem, ale to nic, nie ważne.
- Ważne – spojrzał srogo a zarazem żartobliwie
- Dziękuję – wyszeptałam i usiadłam na łóżku
Poszłam do pokojowej „kuchni”. Jeśli w ogóle można to tak nazwać. Mała kuchenka, blat, lodówka i jakiś zlew. Wyjęłam z lodówki kupione wczorajszego dnia produkty, z których stworzyłam jakieś lekkie kanapki. Może nie były pyszne, ale tutaj nie ma tego, czego lubię. Czas zbyt szybko leciał. Pozmywałam i zaczęłam się ubierać. W końcu byłam gotowa i razem z Justinem wyszliśmy z hotelu. Odeszliśmy dosłownie trzy cztery metry, kiedy przede mną pojawiła się Olivia z bratem Jack’iem. Zmartwiłam się, bo wyglądali na bardzo przerażonych.
- Olivia, co ty tu robisz? – zapytałam od razu kiedy ją ujrzałam
- Nie możemy się nigdy więcej widzieć, ale przyszliśmy, żeby ci powiedzieć, że cię kochamy ciociu – mała uśmiechnęła się, po czym zabrała brata i poszła wraz z nim w stronę ich domu
Miałam już łzy w oczach. Widziały mnie raz i od razu powiedziały takie słowa. Domyśliłam się, że wizyta tego faceta rano, to było właśnie związane z dziećmi. Poszliśmy z Jussem w drugą stronę, żeby nie natrafić znowu na jakiegoś agresywnego człowieka. Szliśmy około 20 minut. No może trochę więcej. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Widok  był piękny, cudowny, nie do pisania. Mały, choć przestronny park wypełniony drzewami, krzaczkami i różnymi kwiatami.
- Kochanie… - Justin złapał mnie za rękę
- Tak? – spojrzałam prosto w jego czekoladowe oczy
- Możemy jutro wrócić do Stratford?
- Nie podoba ci się tutaj?
- Podoba, ale dostałem takiego niepokojącego sms’a i muszę być jutro wieczorem w domu… - zasmucił się
- Co się stało?
- Dowiesz się jutro, na razie nie mogę ci powiedzieć, to w trosce o twoje bezpieczeństwo. Wybacz.
- Justin?
- Kochanie naprawdę  nie mogę, przepraszam.
Dałam mu już spokój ale zmartwiłam się dość mocno. Moje bezpieczeństwo? Z kim się zadał, kto mu wysłał sms, co to za wiadomość? Nie mogłam się uspokoić, zresztą napewno żadna by nie mogła. Wróciliśmy do pokoju. Justin od razu sprawdził jutrzejszy lot do domu, a następnie poszedł pod prysznic zostawiając telefon na stole. Wiem, nie powinnam, ale musiałam, musiałam wiedzieć co się dzieje. Sięgnęłam po niego, po czym odblokowałam ekran i weszłam w sms’y. Znalazłam jedną od nieznanego numeru. Otworzyłam i przeżyłam szok.  Treść była mniej więcej taka:



„To co było niedokończone, należy skończyć. Szybciej czy później pozbędę się ciebie i wszystkich, którzy kiedykolwiek cię poznali. Jeśli można powiedzieć ciebie,
Bo znając życie nawet dziewczynie nie powiedziałeś kim tak naprawdę jesteś.”




Co to miało znaczyć? O co chodzi? Musiałam porozmawiać z Justinem, ale nie tutaj. Nie chcę żeby wiedział, że sprawdziłam jego telefon. Wyszłoby na to, że mu nie ufam, a przecież tak nie jest. Odłożyłam komórkę tam gdzie leżała, żeby nie było jakichkolwiek śladów, że go dotknęłam. Chwilę później Juss wyszedł z łazienki i położył się spać, ja zrobiłam to samo, gdyż było już dość późno a jutro rano czeka mnie podróż do domu. Pomimo, że się położyłam to przez całą noc nie zmrużyłam oka. Myślałam i myślałam, o tym co przeczytałam. Utknęło w mojej głowie. Chciałam natychmiastowych wyjaśnień. O 6 Justin obudził się i od razu zauważył, że nie śpię. Uśmiechnął się, po czym wstał i poszedł do naszej maleńkiej pokojowej kuchni. Zrobił mi pyszne śniadanie a zaraz po nim, zebraliśmy rzeczy i pojechaliśmy taksówką na lotnisko. Bagaże zostały zabrane, bilety sprawdzone, a my mogliśmy udać się na swoje miejsca. Usiadłam i tym razem nie usnęłam.
- Justin? – zapytałam siedzącego obok mnie bruneta
- Tak?
- Co byś zrobił, gdyby nagle ktoś mnie zabił?
- Skąd w ogóle takie pytanie?
- Chcę wiedzieć, a więc jak byś zareagował?
 - Nie wiem jak ci odpowiedzieć, zabiłbym tego, kto zrobiłby to tobie…
- Aha…
Oczywiście, że zrobiło mi się trochę cieplej w serduchu, ale czy naprawdę tak by było? Czy.. zresztą co to ma do rzeczy jak i tak nie uzyskam odpowiedzi na moje pytania? Koniec marzenia. Lot minął mi błyskawicznie i nim się obejrzałam już byłam poza lotniskiem. A chwilę później byłam pod swoim domem. Justin pomógł przynieść mi walizki, po czym sam pojechał do swojego domu. Poprosił żebym została, jednak chciałam jechać. Po kilku minutach proszenia zgodził się, ale kazał ubrać mi jakąś czarną bluzę i spodnie. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu.
- Czemu miałam się tak dziwnie ubrać? – zapytałam robiąc zdziwioną minę
- Tam gdzie jedziemy, nie jest w 100 procentach bezpiecznie dla spokojnych dziewczyn tak jak ty, a jak będziesz ubrana na czarno to nie zorientują się za bardzo. – wyjaśnił
- A gdzie jedziemy?
- Koniec pytań. Wszystko wyjaśnię ci jak wrócimy, a teraz posłuchaj uważnie – spojrzał na mnie dość srogo – Masz być wredna, najbardziej wredna jak potrafisz, nie dać się, nie płakać, nie piszczeć. Masz być twarda jak skała dobrze?
- Tak oczywiście – przytaknęłam
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Justin wysiadł pierwszy a chwilę później ja. Poszliśmy w kierunku jakiegoś opuszczonego sklepu, albo nie wiem czego. W każdym bądź razie to był jakiś stary budynek. Jak tylko weszliśmy Justina obległa masa ludzi. Przepychali się i witali. Justin ostro ich potraktował i kazał odejść. Po czym kazał mi iść blisko niego i nie odchodzić nigdzie.
- Justin? – ujrzałam wysoką brunetkę przed sobą
- I co? – Justin spojrzał na nią i od razu zapytał
- Źle… - wymamrotała
- Cholera! – pierwszy raz chyba słyszałam jak Justin przeklinał
JUSTIN
Pomimo tego, że było niebezpiecznie wziąłem Sel ze sobą. To było właśnie miejsce, gdzie kiedyś przebywałem dość często. Kiedy weszliśmy wszyscy od razu zbiegli się koło mnie i zaczęli się witać. Kazałem im odejść i razem z Seleną poszliśmy do Caitlin, mojej przyjaciółki.
- Justin? – powiedziała, kiedy tylko mnie zobaczyła
- I co? – już wiedziałem o co chodzi
- Źle.. – wymamrotała
- Cholera! – po raz pierwsze przekląłem przy Sel
- Nie dało się….
- Mówiłem, to nie. Im się zachciało a teraz będziemy mieć kłopoty. Cait załatw to, musisz! – rzuciłem jej srogie spojrzenie
Przez chwilę zapadłą cisza.
- A właśnie Caitlin, to moja dziewczyna Sel. Sel to Caitlin, moja przyjaciółka z piaskownicy – zapoznałem je ze sobą.
Widać, że były z dwóch różnych światów. Pokazałem mojej dziewczynie miejsce, gdzie mogłaby sobie spokojnie usiąść, a ja poszedłem do jednego z moich znajomych. Poprosiłem Caitlin żeby zajęła się Seleną. Wykonała to. Szedłem przed siebie do swojego celu, do tego chłopaka.
- Co ty narobiłeś?! – zacząłem na niego krzyczeć
- Nic – zaczął bronić się jak mógł
- Nic?! To szkoda, że teraz to już będzie koniec. Znajdą nas i zabiją jak psy. Wtedy podziękujemy tylko tobie! Frajerze nawet tego nie umiesz dopilnować! – krzyczałem na niego jeszcze przez chwilę po czym szybko wróciłem do Sel
Usiadłem koło niej i zacząłem myśleć. Bałem się trochę tego co teraz będzie.
- Wszystko okej? – zapytałem chwytając ją za rękę
- Tak, jak najbardziej – odpowiedziała widząc moje zmartwienie
- Chodź jedziemy…
Wróciliśmy do samochodu, po czym odjechałem. Minęło jakieś 20 minut, kiedy byliśmy już w domu Seleny. Weszliśmy do środka i usiedliśmy na kanapie.
- Kochanie.. – zacząłem
- Tak?
- Słuchaj, wiem, że to trudne, ale tu jest niebezpiecznie dla ciebie…
-  A dla ciebie?
- Dla mnie też, ale ja sobie poradzę, musisz wyjechać.
- Co?
- Przepraszam, zaczynając znajomość ze mną wpakowałem cię w niebezpieczeństwo, ale nie wiedziałem, że tak się sprawa potczy. Nie miało tak być. Oni mieli sobie poradzić, ale jak wyjechałem z tobą to oni wszystko zepsuli i teraz…
- Justin, w coś ty się wpakował?
- Nie mogę nic powiedzieć, jak powiem to szybciej zginę, zrozum. Proszę musisz wyjechać.
- Do kąt? Nie mam nikogo. Dopiero wróciłam, a ty już karzesz mi jechać.
- Sel, to nie tak, że ja chcę cię wysłać gdzieś, ale chcę cię chronić i muszę to zrobić.
- Wyjaśnij mi…
- Pamiętasz Caitlin, tamtą dziewczynę?
- Tak
- Ona siedzi w tym gównie najdłużej. To właśnie przez nią tam jestem i teraz ma problemy. Ogromne problemy za które mogę nawet zapłacić życiem.
- Justin… - widziałem jak z jej oczu zaczynają spływać łzy
- Nie płacz. Wyjedziesz tylko na kilka dni, potem ja do ciebie dojadę. Wtedy znowu będzie tak jak dawniej. Obiecuję
- Justin… proszę, nie zostawiaj mnie samej. Nie wysyłaj mnie nigdzie bez ciebie.
- Gdybyś została, nie poradziłabyś sobie.
- Justin… - zrobiła błagalną minę a z jej oczu nadal płynęły łzy
- Sel, dobrze zostań, ale musisz mi obiecać że będziesz twarda i jak będzie trzeba zrobić komuś krzywdę to, to zrobisz. Tu chodzi o twoje życie.
- Dobrze
- Obiecaj
- Obiecuję – przytuliła mnie
Wiedziałem, że gdyby ją wyszkolić choć trochę byłaby świetna. Ale nie mogę namawiać jej do złego. Ale z tym robieniem krzywdy to nie było dla żartów tylko na poważnie. Czasami trzeba to zrobić żeby uratować siebie. Wiem także, że ona jest w stanie to zrobić, bo pod tą warstwą aniołka jest naprawdę siedzi coś potężnego.
SELENA
Bałam się, tego co mówił Juss, ale nie chciałam być tam gdzie jego nie będzie. Nie chciałam być gdzieś daleko, kiedy jemu by się coś stało. Nie zniosłabym tego.
- Sel, pojedziesz gdzieś ze mną dobrze? – zapytał wstając z kanapy
- Teraz? – zdziwiłam się
- Tak, chodź
Wyszłam i razem wsiedliśmy do samochodu. Droga nie była długa i już po chwili dojechaliśmy do jakiegoś budynku. Weszliśmy i skierowaliśmy się na ogromną salę w której była jakaś kobieta.
- Sel, zostaniesz tu. Ona nauczy cię kilku rzeczy a ja poczekam przed tą salą.
Zdziwiłam się. Czego ja mogłabym się tu uczyć, ale w końcu pojęłam. Miałam nauczyć się samoobrony i posługiwania się bronią. To było okropnie dziwne uczucie. Nigdy nie trzymałam czegoś takiego jak pistolet w dłoni ani nie umiałam tak dopracowanej obrony przed kimś.
- I co? – Justin podszedł do mojej „nauczycielki”
- Jest bardzo dobra, tylko musi przyjść jeszcze parę razy. Ma talent, szybko się uczy. Zrobię z niej cudo – kobieta uśmiechnęła się i odeszła
Ja wraz z Justinem wróciłam do domu. Nie odzywałam się on także. Znowu zajęliśmy miejsca na kanapie.
- Justin, po co mi to?
- Musisz. Chciałaś zostać ze mną to musisz tam pójść jeszcze parę razy. Naprawdę nie chcę żeby coś ci się stało dlatego musisz umieć bronić się sama – przytulił mnie mocno – będziesz tam chodzić? To tylko dwie godziny.
- Ile razy jeszcze?
- Trzy maksymalnie cztery
- Dobrze
*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
SELENA
Dużo się ostatnio zmieniło. Poszłam na jeszcze parę „lekcji”. Kobieta, która uczyła mnie tego wszystkiego stwierdziła, że już więcej nie może mnie nauczyć. Zakończyłam pracę z nią. Ogólnie i ja się zmieniłam. Nie byłam już taką delikatną dziewczyną co kiedyś. Mój stosunek do ludzi pogorszył się. Dla obcych zrobiłam się wredna, oschła, podła. Tylko dla Justina byłam nadal tą malutką wrażliwą Seleną. Poznałam wszystkich z otoczenia Justina i zaprzyjaźniałam się z Caitlin, którą rzadko widywałam.
- Sel? – Justin złapał mnie za rękę siedząc na kanapie
- Tak?
- Obiecaj, że nie dasz się nikomu
- Obiecuję.
Uśmiechnął się szeroko. Po czym tylko mnie przytulił.
- Wiesz co? – ponownie zaczął mówić
- Hm..?
- Zmieniłaś się – uśmiechnął się
- To znaczy? – również podniosły mi się kąciki ust
- Nie jesteś już tą samą dziewczyną, którą byłaś kiedyś. Teraz jesteś taka jak ja.
- Jestem, dzięki tobie. Ale nie rozumiem to dobrze czy źle?
- Wiesz, to wspaniale,  trudno mi to powiedzieć, ale jesteś lepsza ode mnie i od Caitlin, a nawet od nas razem. Słuchaj teraz uważnie.
- Słucham
- Wystarczy, że pomożesz nam kilka razy, potem wszystko będzie w porządku i zapomnimy o tym.
- Dobrze, oczywiście, szefie – zaśmiałam się
Wszyscy z tamtego otoczenia mówili do Justina szefie. Trochę dziwnie się czułam również mówiąc tak do niego. Zaśmiał się i od razu mi odpowiedział.
- Szybko się uczysz
- Wiem – przytuliłam go
Siedzieliśmy jeszcze chwilę na kanapie, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam i podeszłam żeby otworzyć. Najpierw upewniłam się jeszcze czy to nie żaden niebezpieczny typ. Zobaczyłam Caitlin stojącą z jakąś walizką. Otworzyłam, wpuściłam ją i dokładnie zamknęłam drzwi. Dziewczyna od razu podeszła do Justina a ja zaraz za nią.
- Justin… - zaczęła mówić a ja tylko patrzyłam i słuchałam
- No? – oschło ją potraktował, ale była do tego przyzwyczajona
- To ta walizka – podała mu ją i wyszła
Justin postawił ją na podłodze i poprosił żebym usiadła koło niego. Zrobiłam to.
- Kochanie… - zaczął powoli
- Tak? – męczyło mnie to wieczne odpowiadanie tak i tak i wiecznie to samo
- Zaniesiesz ją ty dobrze?
- A jak wszystko zniszczę?
- Spokojnie, dasz tą walizkę tylko takiej kobiecie. Ubranej na granatowo w czarnych okularach i czarnych szpilkach. Będzie stała przy samym wyjściu. W prawej ręce będzie trzymała rękawiczkę i da ci dyskretny znak tą rękawiczką, kiedy będziesz miała podejść. Musisz to zrobić. Caitlin znają, a ciebie nie.
- Dobrze, ale będziesz tam?
- Będę ale nie z tobą bo zrozumieją i od razu mnie zabiją, albo co gorsza ciebie.
- Dobrze
Wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na lotnisko. Justin zaparkował dość daleko od wejścia. Zabrałam walizkę i poszłam. Justin również wysiadł z samochodu. Tylko chwilę później. Podszedł od tyłu lotniska żeby nad wszystkim czuwać. Ja powoli weszłam  i od razu rzuciła mi się w oczy ta kobieta. Dała mi znak rękawiczką. Wtedy przyśpieszyłam kroku. Dyskretnie podałam jej walizkę po czym od razu wyszłam. Nie obyło się również od „goryli”. Byłam tak blisko wyjścia, kiedy dwoje facetów podeszło do mnie i zaczęli mi grozić. Wiedziałam, że Justin mi nie pomoże, dlatego sama się z nimi uporałam. Poszło dość szybko. Zostawiłam ich posiniaczonych i zakrwawionych zaraz przed tylnym wyjściem z lotniska. Pobiegłam do samochodu i szybko wsiadłam. Justin odjechał i kiedy byłam już bezpieczna zdjęłam okulary przeciwsłoneczne.
- Nie znałem cię od tej strony – Justin spojrzał na mnie z podziwem
- To już znasz – uśmiechnęłam się tajemniczo
- Dobra robota, bardzo ci dziękuję
- Justin, nie ma sprawy – pocałowałam go w policzek
Chwilę później byliśmy u mnie w domu. Pod drzwiami czekała już Caitlin. Weszliśmy do środka i usiedliśmy w kuchni.
- I jak poszło? – Caitlin spojrzała na Justina
- Mamy nowego zawodowca – Juss uśmiechnął się
- Jest aż taka dobra?
- Oj tak, kolejny uczeń z rąk tamtej babki przerósł mistrza
*DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ*
SELENA
Było jeszcze kilka takich akcji, gdzie musiałam pomóc Justinowi. Za każdym razem zostawiałam za sobą półżywych ludzi. Teraz nie przeszkadzało mi to, a kiedyś nawet bym muchy nie próbowała zabić. Justin za każdym razem dziękował mi, ale też przejmował się i martwił. Zawsze był ze mną. Co prawda z boku, ale był i to to dodawało mi siły. Caitlin również czasem miała coś przekazać, jednak ja robiłam to częściej. Wiedziałam, że nie podoba jej się to, ale to Justin jest szefem i wie kogo wysyła. Tym bardziej, że to poważne sprawy i gdybym była zła to nie pozwoliłby mi nigdzie iść. Z siostrą nie miałam prawie żadnego kontaktu. Z jej dziećmi również. Bałam się, że mogła im coś zrobić, ale to również nie była moja sprawa.  Ja wcale nie byłam lepsza od ich matki. A Julie? Całkowicie słuch o niej zaginął. Nie odezwała się, numer zmieniła, nie miałam możliwości nawet porozmawiania z nią. Aż do tego dnia. Szłam ze sklepu do domu. Justina nie było ze mną. Sprzątał. Zauważyłam nagle dwóch ogromnych facetów a między nimi moja siostra. Tak bardzo się przestraszyłam, ale przypomniałam sobie w duchu że już nie jestem tą grzeczną. Musiałam jej pomóc. Rzuciłam torby z zakupami na ziemię i podbiegłam. Dałam jej znak żeby nic nie mówiła ani nie zwracała na mnie uwagi. Zrozumiała i udawała jakby nadal była tam sama. Wtedy zrobiłam coś czego nigdy nie zrobiłam. Przyłożyłam broń jednemu z mężczyzn do głowy i zagroziłam mu.
- Zrób jej krzywdę a zginiesz i ty i twój koleżka!
Widać było, że się przestraszył. Odwrócił się i próbował się mnie pozbyć. Zadał mi kilka mocnych uderzeń, ale nie popłakałam się i nie zostałam mu dłużna. Kiedy wreszcie leżał na ziemi i nie miał siły zajęłam się drugim. Nie był tak oporny jak jego kolega i dobrowolnie odszedł zabierając ze sobą tamtego.
- Julie! Nic ci nie jest? – przytuliłam siostrę
- Nie, naprawdę – również przytuliła się do mnie
- Przepraszam byłam złą siostrą
- Nie, nie byłaś. Dziękuję, dzięki tobie żyję. Już kiedyś się do mnie przyczepili, ale teraz było poważniej. Od kiedy jesteś taka?
- Jaka? – zapytałam
- Nie jesteś już taka sama, to nawet dobrze bo gdyby nie ty, już by mnie tu nie było
Julie jeszcze kilka razy mi podziękowała po czym odeszła. Po raz pierwszy zrobiłam coś takiego, kiedy byłam sama. Zawsze kiedy Justina nie było w pobliżu stawałam się bezsilna. Teraz było zupełnie inaczej. Pozbierałam zakupy i wróciłam do domu.
- Sel, Jezus nic ci nie jest skarbie? – od razu do mnie podbiegł i przytulił
- Co się stało?
- Caitlin mi mówiła, co zrobiłaś z tymi dwoma typami co chcieli skrzywdzić twoją siostrę
- Skąd ona wie?
- Przechodziła obok i przed chwilą do mnie zadzwoniła
- Justin, jestem dużą dziewczynką, sam widzisz umiem sobie radzić
- Jestem z ciebie dumny – uśmiechnął się i zabrał ode mnie siatki

Poszłam do salonu i włączyłam telewizję. Potem dołączył do mnie Justin. Oglądaliśmy jakiś film. W końcu zaczęło się ściemniać. Było dość późno. Chciałam wziąć pilota, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Chwilę się zawahałam ale Juss powiedział, że mam otworzyć i że nic mi się nie stanie. Zrobiłam to. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom przed moimi drzwiami ujrzałam… 



___________________________________________________
Trochę zmian się pojawiło. Jeśli już to widzisz proszę skomentuj :) 

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział IV

JUSTIN
Julie stanęła w drzwiach i tylko na mnie spojrzała zabójczym wzrokiem.
- Sel, może.. może ja wyjdę? – zapytałem patrząc  na nią
- Nie Justin, masz tu zostać – stanowczo zaprotestowała mojemu wyjściu
Siedziałem cicho i czekałem co się stanie. W głębi duszy nie chciałem wychodzić, ale grzeczność nakazuje spytać. Ja i grzeczność? Hah! Chyba chciałem choć raz poczuć się jak ideał. Julie podeszła jeszcze bliżej. Była już prawie koło mnie. Wtedy Sel delikatnie się podniosła.
- Czego chcesz? – zapytała wrogo na wpół siedząc
- Wybaczenia, zrozumienia.. – Julie wymamrotała to jakby chciała a nie mogła
- Mam cię zrozumieć?! Wybaczyć?! – Usłyszałem podniesiony ton mojej dziewczyny
- Sel, nawet nie wiesz…
- Czego nie wiem?! Wystarczająco widziałam!
- Co widziałaś?
- Jak moja siostra się zeszmaciła! – to wykrzyczała prawie na cały szpital
- Co?! Ja? Ja się nie zeszmaciłam w porównaniu do ciebie!
Nagle Sel wstała. Próbowałem ja powstrzymać ale nie dało się. Podeszła do siostry i po prostu uderzyła w twarz po czym kazała jej wyjść. Julie tak zrobiła a Selena wróciła do łóżka. Widziałem, że po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nienawidziłem tego momentu, w którym płakała. Serce mi pękało i nie umiałem jej pocieszyć.
- Nie płacz.. – starałem wypowiedzieć to czule i szybko złapałem ją za rękę
- Nie płacze
- Widzę, co się stało? Dlaczego?
- Jestem taka jak Ally – więcej łez zaczęło spływać po jej twarzy
- Przepraszam, ale kim jest Ally?
- Ach tak ty nie wiesz. Ally to moja starsza siostra, jest już dorosła, nie mieszka w Stratford, wyprowadziła się nie wiadomo gdzie.
- Nadal nie rozumiem
- Ally była dla mnie wredna, oschła, uważała mnie za tępe dziecko, wyzywała, biła – kolejne łezki spłynęły drogą poprzednich
- Przepraszam, nie chciałem, nie płacz
Sel płakała jeszcze chwilę po czym dość szybko zasnęła. Byłem tak cały czas, nawet jak spała. Przez cały pobyt Seleny w szpitalu Julie już nie przyszła. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy mogła wrócić do domu.
SELENA
Ten tydzień w szpitalu był okropny. Nie mogłam nigdzie wyjść, ani pobyć sama w spokoju, wiecznie lekarze, pielęgniarki, lekarze i tak w kółko. Ale wreszcie mogłam wrócić do domu. Wyszłam z Justinem ze szpitala i od razu pojechaliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka  zostawiając torbę w salonie. Przechodziłam przez kuchnię żeby dostać się na schody, kiedy zauważyłam małą kartkę przypiętą na lodówce.  Od razu zdjęłam ją i zaczęłam czytać:
„Jeśli to czytasz to znaczy, że już mnie tam nie ma. Nie martw się,
Nie szukaj mnie. Doskonale sobie poradzę. Zostawiam ci dom, wszystko co było moje
Chociaż teraz jest już twoje. Jesteś szczęśliwa, ja nie będę przeszkadzać. Zawsze byłaś
Wspaniałą siostrą. Kocham cię pomimo wszystko.
Julie”

Zamurowało mnie, Justina również. Dotarło do mnie, że to ja do tego doprowadziłam. Swoim zachowaniem. Teraz jestem sama. Z naszej najbliższej rodziny zostałam tylko ja. Wszystko się rozpadło.
- Justin… - zaczęłam przybliżając się do niego
- Tak?
- Muszę odnaleźć Ally, pomożesz mi? – zapytałam spoglądając na niego
- Po co? Wiesz że ona może być wszędzie.
- Wiem, ale to byli też jej rodzice, musi wiedzieć…
- Dobrze, pomogę ci. Znam kogoś kto odnajduje takich ludzi, mogę to załatwić.
- Zadzwonisz?
- Tak, już idę.
- Dziękuję – ucałowałam go w policzek i pozwoliłam na chwilę odejść a sama poszłam do pokoju żeby rozpakować torbę
Rozglądałam się po pokoju i czułam tą pustkę w domu. Na próżno dzwoniłam do Julie i łudziłam się, że jednak odbierze ode mnie telefon, albo chociaż odczyta sms. Nic. Zero reakcji. W pewnym momencie przyszedł do mnie Justin.
- I co? – zapytałam z ogromną nadzieją w głosie
- Słuchaj, jak masz jakieś jej najnowsze zdjęcie, to bierz je i jedziemy – uśmiechnął się
- Na pewno?
- Tak, shawty, możliwe, że odnajdziesz siostrę
- Ale ja mam tylko jej zdjęcie jak miała 19 lat – zasmuciłam się
- Może być, bierz je
JUSTIN
Zadzwoniłem do mojego kumpla Cameron’a, on zajmuje się takimi sprawami, pomógł mi już odnaleźć kilka osób. Oczywiście od razu się zgodził. Wiedziałem, że mu się uda i że odnajdzie Ally. Razem z Sel pojechaliśmy do jego „gabinetu”. Popatrzył chwilę na zdjęcie, wpisał odpowiednie dane w rubryczki po czym zaczął przeszukiwać. To nie było zwykłe szukanie znajomego na facebook’u czy twitter’rze, to było przeszukiwanie całej bazy danych wielu ludzi. Siedzieliśmy tam dwie godziny podczas których Cameron szukał i szukał.
- Nie znajdzie jej prawda? – usłyszałem smutny głos Sel
- Znajdzie, to trochę potrwa
Minęła kolejna godzina. Sel usnęła wtulona we mnie na małej kanapie. Wtedy Cameron podszedł do mnie i powiedział, że udało się. Obudziłem ją i razem poszliśmy za nim.
- Znalazłem ją – powiedział zachęcając Sel do podejścia bliżej
SELENA
Razem z Justinem poszliśmy za Cameron’em. W końcu usłyszałam te słowa
- Znalazłem ją – powiedział i zachęcił mnie do podejścia bliżej
- Gdzie mieszka?
- Teraz nazywa się Emily McClean i mieszka w Las Vegas. Ma męża i dwójkę dzieci. Mam jej cały adres, zapiszę na kartce i wydrukuję zdjęcie – zignorował moje pytanie i kontynuował swój monolog
Poczułam ulgę. Znalazłam Ally, a właściwie Emily. Zastanawiało mnie, czemu zmieniła imię, co na to wpłynęło, jaki był powód. Spoglądając na zdjęcie widziałam w niej tą buntowniczą nastolatkę, która kiedyś była dla mnie tyranem. Razem z Justinem opuściliśmy biuro Cameron’a i wróciliśmy do mojego domu.
- Justin, pojedziesz tam ze mną? – zapytałam siadając koło niego
- Kochanie, to jest daleko
- Proszę, muszę to zrobić
- Pojadę, ale tylko jej to powiesz i wracamy dobrze?
- Dziękuję – przytuliłam go i poszłam do kuchni
Otworzyłam lodówkę, która zaświeciła pustkami. Na szczęście były składniki potrzebne do naleśników, które chwilę później były gotowe. Zawołałam Justina i razem usiedliśmy przy stole.
- Wiesz co? – zaczęłam kończąc posiłek
- Słucham?
- Jakiś czas temu siedziałam dokładnie w tym miejscu robiąc to samo i myśląc co by było gdybym mogła cię poznać…
- Naprawdę?
- Tak, myślałam o tobie codziennie, a potem ten sen. Sama nie wiem co to było – uśmiechnęłam się i wstałam
Zabrałam od Jussa pusty talerz i umyłam razem ze swoim. Kiedy skończyłam od razu poszłam i usiadłam koło niego. Robił coś na telefonie.
- Kiedy chcesz jechać do siostry? – zapytał patrząc na mnie
- Nie wiem, jak najszybciej…
- Jutro?
- No pewnie – uśmiechnęłam się
Ustaliłam z Justinem, że razem pojedziemy do mojej siostry. Jutro o 10 mieliśmy lot. Od razu poszłam się spakować. Justin udał się do swojego domu i zrobił to samo po czym spowrotem wrócił do mnie. Nie było go około 30 minut. Po zapakowaniu walizek poszłam wziąć prysznic. Umyłam swoje ciało truskawkowym żelem pod prysznic, chwilę później wyszłam i osuszyłam się ręcznikiem. Było dość późno dlatego założyłam piżamę i poszłam położyć się spać. Noc minęła szybko. Obudziłam się około 6, Justin już nie spał. Zeszłam na dół i zauważyłam, że tym razem to on zrobił mi coś do jedzenia. Usiadłam i zaczęłam powoli jeść. Minęło około 10 minut, może trochę więcej, kiedy byliśmy po śniadaniu. Cały poranek chodziłam uśmiechnięta. Nie mogłam doczekać się spotkania z Ally, jeśli nadal mogę ją tak nazywać. Nie umiem tak po prostu zacząć mówić  na nią Emily, bo nie znam tej kobiety, znam moją siostrę. Mniejsza z tym, była godzina 8. Musieliśmy powoli zbierać się na lotnisko. Justin spakował nasze rzeczy do samochodu i razem ruszyliśmy. Przed wyjazdem zamknęłam drzwi i włączyłam alarm, bałam się, że kiedy wrócę dom będzie totalnie zdemolowany. Po 20 minutach jazdy byliśmy już na lotnisku. Weszliśmy tam w ostatniej chwili. Bagaże zostały od nas zabrane, a my poszliśmy okazać bilety i wsiąść do samolotu. Trochę to trwało, ale wreszcie zajęliśmy swoje miejsca. Lot nie miał być zbyt długi, jednak po raz kolejny bałam się. Doszłam do wniosku, że ja boję się wszystkiego. Posiedzieliśmy w samolocie jeszcze dłuższą chwilkę, kiedy poczułam że ruszamy. Momentalnie zasnęłam, nie miałam pojęcia o tym co się dzieje. Dzięki temu podróż minęła mi szybko.
JUSTIN
Kiedy samolot wybił się w powietrze Sel od razu zasnęła, a ja zacząłem szukać czegoś w Internecie, po czym zarezerwowałem nam pokój w hotelu. Miałem zrobić to wczoraj, ale kompletnie zapomniałem. Podróż nie była zbyt długo. Kiedy samolot zbliżał się do lotniska obudziłem Sel i razem wyszliśmy. Następnie odebraliśmy bagaże. Później to już tylko złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do hotelu. Jazda dłużyła się niemiłosiernie. Ale jakoś po 30 minutach byliśmy w miejscu, gdzie mieliśmy nocować. To było piękne miejsce i bardzo blisko ulicy, gdzie mieszkała siostra Seleny. W recepcji załatwiłem wszystkie formalności i mogłem razem z Sel pójść do pokoju. Był duży i przestronny, ładnie urządzony i przede wszystkim z wspaniałym widokiem. Nie miałem zielonego pojęcia, że taki śliczny pokój dostaniemy. Od razu po przyjeździe poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Umyłem się starannie miętowym żelem pod prysznic, po czym spłukałem go i wysuszyłem ciało ręcznikiem.
- Justin! – usłyszałem głos Sel i delikatne pukanie do drzwi
- Co?
- Kiedy wyjdziesz?!
- Soon kochanie – uśmiechnąłem się sam do siebie i zaśmiałem pod nosem
- Egh.. Jussi… - dobiegło mnie błaganie
- Oj, jeszcze muszę zrobić włosy
Odpowiedzi nie usłyszałem. Starałem się zrobić to jak najszybciej, gdyż wiedziałem, że teraz łazienkę przejmie właśnie Selena. Ona mogłaby tam siedzieć godzinami, a ja wejdę na pół godziny i już mnie wygania. Żeby już dłużej nie musiała czekać wyszedłem i zrobiłem włosy w pokoju.
SELENA
Tak bardzo się cieszyłam, ale z drugiej strony martwiłam. Co powie Ally jak zobaczy jakąś żałosną 18 latkę przed swoimi drzwiami? Uzna, że jestem świruską, ale raz się żyje, poza tym musi wiedzieć o śmierci rodziców. Jeszcze Justin zajmował łazienkę, na szczęście szybko wyszedł, i od razu zajęłam ją ja. Weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i wyregulowałam temperaturę po czym zmoczyłam się wodą. Umyłam się powoli i starannie truskawkowym żelem pod prysznic, który oczywiście zabrałam ze sobą. On przypominał mi dom, rodziców, Julie i starą Ally. Po krótkim prysznicu ubrałam się i popsikałam ulubionymi perfumami o których kiedyś już wspominałam. Znowu poczułam woń perfum i środka myjącego razem. Cudowne uczucie. W końcu byłam gotowa i razem z Justinem wyszliśmy z pokoju. Postanowiliśmy, że nie będziemy jeździć taksówkami gdzieś w pobliżu, tylko zrobimy sobie spacery. Uznałam to za dobre rozwiązanie, przynajmniej nie przetracimy pieniędzy. Tak uczyniliśmy. Miasto ogólnie wspaniałe, ale niczym nie przypominało Stratford,  Ponurego, szarego, nudnego miasteczka. Szliśmy około 10 może 15 minut, kiedy przed oczami ukazał mi się średniej wielkości biały dom. Podeszliśmy bliżej, przed nim bawiła się 2 dzieci. Jak tylko nas zobaczyły uciekły do domu. Wyglądały na zaniedbane, głodne i samotne. Było mi tak przykro, marzyłam żeby to nie były dzieci mojej siostry. Podeszłam z Justinem pod drzwi i zapukałam. Czekaliśmy chwilę, kiedy usłyszałam kroki. W drzwiach stanęła kobieta, wyglądająca jak uliczny pijak.
- Czego? – warknęła
- Cz.. cze.. cześć Ally… - zająkałam się
- Ally? – zapytała robiąc się milsza
- Jestem Selena, twoja siostra… - wymamrotałam ze strachem w oczach
- Po co tu przyszłaś?
- Chciałam cię poznać bliżej i powiedzieć o śmierci rodziców…
- Nie musisz, wiem że mieli wypadek.
- Jak to?
- Normalnie, możesz już iść?!
- Tak..
Razem z Justinem odeszliśmy. Byliśmy już prawie poza ich posesją, kiedy dwójka uciekających wcześniej przed nami dzieci podeszła do nas. Zdziwiło mnie to, ale chciałam dowiedzieć się co potrzebują od nas.
- Ja jestem Olivia a to mój brat Jake, pani jest siostrą mamy? – zapytała mała blondynka o niebieskich oczkach
- Tak – uśmiechnęłam się do niej
- Możemy mówić do pani ciociu? – dziewczynka zadała kolejne pytanie
- Tak, raczej tak. Co was sprowadza?
- Niech pani naprawi mamusię… - wyszeptała po czym rozpłakała się
Przykucnęłam do niej i złapałam ją za rękę.
- Jak to mam ją naprawić? – zdziwiłam się
- Mama jest zła – wymamrotał chłopczyk stojący koło Olivi
- Co takiego? Jak to mamusia jest zła? – zdania wymawiane przez dzieci coraz bardziej mnie szokowały
- Ona ciągle na nas krzyczy, zostawia nas na cały dzień samych… - dziewczynka zaczęła mówić
W tym momencie zauważyłam na jej rączkach kilka siniaków, zaś na drugiej całą ich masę. Chłopczyk miał bluzkę z długim rękawem, nic nie widziałam. Do mojej głowy od razu przywędrowały myśli, że moja siostra znęca się nad własnymi dziećmi. Wypytałam Olivię o kilka rzeczy po czym obiecałam jej, że jutro się zobaczymy i razem pójdziemy na lody. Dzieci pożegnały się ze mną i Justinem bardzo czule, a następnie smutne wróciły do domu. Odeszliśmy z Justinem kilka metrów dalej, a ja od razu zaczęłam rozmowę.
- Justin, musimy jakoś pomóc tym dzieciom…
- Przecież ich nie znasz.. – stanowczo zaprotestował
- Może i nie znam, ale moja siostra się nad nimi znęca. Sam widziałeś. Tyle siniaków, przestraszone i ich wypowiedzi – w tym momencie do oczu napłynęły mi łzy
- Pomożemy im, ale musisz porozmawiać z siostrą inaczej nic nie zmienisz
- Wiem, Juss wiem. Ale jak mam z nią rozmawiać, kiedy ona nawet nie chce się do mnie odezwać?
- To na pewno dla niej szok. Zrozum ją trochę – odpowiedział mi przytulając mnie

Tego dnia nie miałam już chęci na nic. Ani na jedzenie ani na spędzanie czasu poza pokojem hotelowym. W nocy nie zmrużyłam oka. Co mam powiedzieć, martwiłam się, tak bardzo się martwiłam. Wiedziałam, co maluchy teraz przeżywają, ale nie miałam możliwości im pomóc, no bo jak? Porwać ich i zabrać ze sobą do Stratford? No to by było co najmniej chore. Chciałam to jakoś załatwić, ale też nie narażać dzieci na kolejną furię Ally. Rano usłyszałam pukanie do drzwi. Justin już nie spał siedział na łóżku i szukał jakiejś dobrej restauracji. Założyłam szlafrok i poszłam otworzyć. Przeżyłam szok. Przed moimi oczami stanął wysoki, napakowany facet. Przestraszyłam się, a on bezczelnie wszedł do pokoju i pchnął mnie na ziemię. Upadając, uderzyłam głową o stojące w pobliżu krzesło. Justin od razu zareagował… 




________________________________________________________________
I jak? Komentujcie! *_*